To moze i ja cos powiem....
Zgadzam się, że Bieszczady zmieniły się przez ostatnie kilka lat.
Jeszcze np. na początku tego wieku za wyjątkiem takich okresów jak długi weekend było relatywnie pusto. A w połowie lat 80-tych w UG był jeden sklep (już go nie ma, ale był na zapleczu przystanku autobusowego), do którego chleb przywozili 3 razy w tygodniu.
Skoro rynek był nędzny to i ceny niskie.
A teraz co.... każdy ma samochód, coraz więcej ludzi przyjeżdża w góry, więc jest komu sprzedawać, kogo karmić i kogo przenocować. A że ludzie mają coraz więcej kasy to i właściciele przybytków wszelakich chcą na tym zarobić.
Rozumiem ich. To jest naturalna kolej rzeczy i czeka to większość miejsc. Ci którzy znają Kazimierz Dln. niech sobie przypomna jak było tam 10 lat temu i powiedzą jak jest teraz. Ceny jak w W-wie i tłok też.
Myślę,że nie ma innego wyjścia jak zaakceptować zmiany jakie zachodzą w otaczającym nas świecie. Nie oznacza to akceptacji dla marnej jakości usług, ale to rynek też zweryfikuje na naszą korzyść. Poczekajcie trochę jeszcze. :)
A co zrobić jeśli przedkłada się ponad wszystklo ciszę, spokój i puste szlaki?
Jak wybrałem takie rozwiązanie: w Bieszczady jeżdże wiosną (jeszcze przed długim weekendem) i na jesieni (w końcu października). Wtedy już i ceny niższe i ludzi mało i klimat jakis bardziej jak to dawniej bywało.
Do zobaczenia w Bieszczadach na jesieni. :)
Tomek


Odpowiedz z cytatem