Jeszcze jeśli chodzi o polankowo-leśne jedzenie w ubiegłym roku po BA spotkałem znajomych którzy nazbierawszy od cholery kani nasmażyli i z braku patelni po prostu zrobili ją z puszek po piwie a ja dostarczyłem olej ,Jakaż to była uczta dzięki niej poznałem zacne towarzystwo w postaci Gabrysia i reszty (nie sposób wymienić wszystkich )
Póżniej 1 stycznia Gabryś będąc w Bieszczadach w silnym zespole też zrobił jedzonko które do dzisiaj wspominam i po którym poleżliśmy sobie na Chryszczatą
a tak naprawdę trochę inwencji i jedzonko można zrobić jeszcze teraz tyle tego rośnie np mięta na herbatę itd



Odpowiedz z cytatem