To ja jestem kawał chama, bo mam zupełnie inne odczucia niż przedpiścy. Rozumiem pozdrawianie się na mało uczęszczanych trasach, nie rozumiem tego "klepania" na zatłoczonych szlakach. Nie tylko nie rozumiem, ale mnie wkurza. Rzadko bywam na obleganych szlakach, jednak czasem trzeba z różnych przyczyn. Idę w góry m.in. by mieć spokój i porozmyslać co nieco a nie dowartościowywać niedzielnych turystów, bo jakos tak mam przekonanie graniczące z pewnością, że gros tych pozdrowień nie wynika z uprzejmości tylko "autokary" pozdrawiają bo myślą że tak trzeba - jestem "cool", wiem jak sie trzeba zachować w górach. Tu przewodnicy mogliby spełni dobry uczynek i poświęcić w autobusie 3 minuty na wytłumaczenie ludziskom kiedy warto się pozdrawiać a kiedy nie. Przykład: poszedłem w sobote na Tarnicę. Pięknie sobie wszystko wycyrklowałem, po drodze spotkałem tylko 4 goprowców idących zwijać duzurkę a na szczycie 2 osoby. Rewelacja. Po kilkunastu minutach jak spojrzałem w dół, to już wiedziałem że mam dzień zrypany - tabuny wyszły z lasu. Schodząc mijałem lekko licząc 200 osób, 90% z nich mnie pozdrawiało - a z góry w tym czasie schodziłem tylko ja. Po 30 czy 40 odpowiadałem nadal (grzecznosć wymaga), ale mówiąc "dzień dobry" myślałem już tylko piiiii.. piii. Więc może jednak warto, zwłaszcza tym z reklamówkami i w mesztach wyjasniać że nie będą bardziej "górscy" kłapiąc dla zasady "dzień dobry". Wycieczki były tak rozciągnięte (co oczywiste ze względu na rózne tempo) ze całe zejście aż do łąki w Wołosatem składało się z "dzień dobry". Czy po to tam polazłem? Sami sobie odpowiedzcie.
Dwa: wracam w piątek z Łopienki. No kurna na drodze normalnie wycieczka idzie porozciągana na pół kilometra i co chwile "dzień dobry". Może jeszcze w ramach kultywowania tradycji wprowadzicie pozdrawianie się na zaporze solińskiej i na deptaku w Cisnej? Strach głowe z krzaków wychylić, bo zabiją człowieka tą kulturą.


Odpowiedz z cytatem