A ja tam mówię wszystkim. I tym w obuwiu odpowiednim i tym w klapkach. I przyzwyczaiłem się już do zdziwionych min panienek w koronkowych sukienkach ze swymi prężącymi się macho. A co tam, najwyżej oberwę po mordzie.
Co do obuwia, to sam chodzę w sandałach. Szczególnie jak jestem na wczasach z moją uroczą małżonką i mamy kaprys wejść na jakąś Śnieżkę, albo coś równie ekstremalnego. Czasem zdarza mi się chodzić z reklamówką, ale rzadko. Już wcześniej napisałem - wyglądam wtedy jak najprawdziwsza stonka. I bawi mnie, jak prawdziwi turyści patrzą na mnie tak jakoś z góry.
Swoje dzieci uczę, że dzień dobry należy się każdemu bez względu na rasę, kolor skóry, wyznanie, narodowość, ubranie, czy buty. Co ten ktoś z tym zrobi, to już sprawa jego obycia i kultury. Często chodzę po wsiach. Tam przechodzące dzieci mówią "dzień dobry". Każdemu. Mnie, obcej osobie, również. Czułbym się bardzo niekomfortowo, gdybym nie odpowiedział taką samą uprzejmością. Zdarzają się osoby dorosłe, które też pozdrawiają. Czy to nie jest ten sam zwyczaj, co w górach. Czy to nie jest miłe. Chociaż pierwsze kilka razy parę ładnych lat temu dziwiło mnie. Tak samo jak dziwi teraz młodych współpracowników. Na pewno warto zachować zwyczaj pozdrawiania się w górach. Na pewno warto uczyć tego zwyczaju wszystkich nie nauczonych. Inaczej będziemy w górach zgrają sobków mijających się obojętnie jak na miejskiej ulicy. Mało ważne wydaje mi się , że muszę odpowiedzieć kilkadziesiąt razy "dzień dobry" albo "cześć" i że po iluś takich odpowiedziach mogę być lekko podirytowany. Ważne jest to, że jeszcze jest ktoś, kto zauważa inną osobę. A jak nie chce się widzieć wycieczek, to trzeba omijać połoniny latem. (2 lata temu, jak spojrzałem z Caryńskiej na Rawki, to się przeraziłem. Właściwie to nie było wolnego miejsca, tylko przecinek koło przecinka - obrzydlistwo).
P.S.
Tak na dobrą sprawę my też przyczyniamy się do tłoku na szlaku.


Odpowiedz z cytatem