Z tą dzikością to oczywiście przesada,dzikość straciły dość dawno. chodząc po Bieszczadach juz kilkanaście lat widzę raczej pustki na szlakach i poza nimi. Turystów sporo jest na dwóch Połoninach oraz "Pętelce" i to też nie zawsze. W innych miejscach już można cały dzień chodzić i żywej duszy nie uświadczysz. I to nie tylko poza sezonem ale i w lipcu i sierpniu też. Opisuję ostatnie wędrówki i często tam wspominam, że nie spotykam ludzi. No czasami pracowników leśnych i czasami zbieraczy jagód. Nie wszyscy co jadą w Bieszczady chodzą po górach. Widać też jak sporo ludzi spędza czas na dole, nie wszystkim turystom, no... raczej wczasowiczom, chce się chodzić w górę. Ale to każdego wybór. Po przyjeździe zawsze to powie.... byłem w Bieszczadach. Są też tacy co jeżdżą samochodem, w co ładniejszym miejscu zrobi zdjęcie by później tez to powiedzieć... byłem w Bieszczadach. Widuję takich w kowbojskich kapeluszach, dresach i robiących zdjęcia całej rodziny na tle pięknych widoków. I dobrze, tacy są też tutaj potrzebni, nawet bardziej niż Ci łaziki... dla dudków przecież.
Odnośnie tej zwiększonej ilości ludzi to też bym polemizował. Pamiętam jeszcze kilka lat temu w Kremenarosie trzeba było czekać w kolejce do kasy by kupić obiad, później szukać miejsca by gdzieś go zjeść... a teraz?
A tej "dzikości" już raczej miejsc odludnych jest sporo... wystarczy tylko skręcić w jakąś boczną stokówkę i iść nią gdzie prowadzi, o wejściu w krzaczory nie wspomnę.
O jakiejść dzikości słyszałem w opowieściach ludzi którzy tam wędrowali w latach pięćdziesiątych, nawet takie historie, że w pobliżu granicy łapali pogranicznicy radzieccy i odstaawiali do medyki, mieli za to podobnież 3 dni wolnego za zlapanie inostrańca (opowieść prawdziwa bo słyszałem to osobiście!).