Byłem w tym roku w Bieszczadach pierwszy raz od 10 lat, niestety muszę przychylić się do opinii tzw zwolenników "dzikich Bieszczadów". Pamiętam drogę z Lutowisk do UG, w zasadzie kilka drewnianych domów na całym tym odcinku, a teraz? Połowa drogi prowadzi przez wieś. Jasne, że miejscowi z czegoś żyć muszą, niech mają swoje pensjonaty, i doją turystów :) ale większość nowych zabudować, to po prostu letniska mieszczuchów. Każdy chce mieć kawałek swojego świata w Bieszczadach i w ten sposób tracimy je wszyscy. Nie da się zjeść ciastko, i mieć ciastko. Największą wartością Bieszczad, jest ich dzikość, dzikość rozumiana jako niski stopień zaludnienia, zagospodarowania, zurbanizowania, mały rozmiar i ilość wsi. Na tym polega ich fenomen, dlatego rozbujała się tutaj przyroda, bo właśnie zniknęli stad ludzie i zrobiło się miejsce dla przyrody. Gdyby ludzie zniknęli np z beskidu średniego, to po kilkunastu, kilkudziesięciu latach stały by sie one obecnymi Bieszczadami, z wilkami, rysiami, niedźwiedziami. To jest oczywiscie niemożliwe, dlatego skoro już doszło do tej tragedi wysiedleń i na tym gruncie powstały Bieszczady, to nie niszczmy tej naszej perełki i nie urbanizujmy jej. Dla mnie jest to przykre i bardzo mnie złości, że kasa i tzw developerzy pod hasłami, cisza, spokój, dzikość doprowadzają do utraty tych własnie wartości.
Najmniej zmieniło się na terenach parku narodowego, może i minusem jest obowiązek poruszania sie po szlakach, opłaty, ale widać lepszego sposbu aby chronić Bieszczady nie ma.