Łapi wydaje mi się, że rozumiem o jakich klimatach mówisz i jakie czasy wspominasz, a post forumowicza D. arogancki i od czapy. Niezrozumiały początkowo dla Asi, która broni Bieszczady, ale nie o to chodzi. Czy mamy bezkrytycznie przyjmować Biesy?
Nie jestem Bieszczadnikiem z prawdziwego zdarzenia, czyli takim co jednak trochę przeżył w tych rejonach. Jednak znam opowieści prawdziwych turystów, którzy jechali tam by wędrować pomimo wszystko (choćby po piwo było biegać do Cisnej), i było to miejsce magiczne w skali całej Polski.
Mówię do znajomych, rodziny , np. urlop był w Bieszczadach i tu sypią się wspominki podobne jak Łapiego i wielu innych (o kierowcach PKS, biwakowaniu na dziko, pustych szlakach itd.). To było miejsce dla elity, zapaleńców, którzy w błocie, znoju przemierzali w samotności knieje i to miało swój urok. Jak się mówiło jadę w Bieszczady to była nobilitacja. A teraz każdy obowiązkowo musi zaliczyć Tarnicę i Połoniny. Wloką się rozwrzeszczane wycieczki kolonijne i niedzielni turyści, co to już do Morskiego Oka doszli w klapkach i teraz zdobywają kolejne szczyty. Na szczęście są szlaki, że mało kto chodzi. Dlatego nie wybieram Łeby, Mikołajek, czy Zakopanego w sezonie bo mam dość bliźnich. Dla mnie dzikie to przede wszystkim bez tłumów. I wiem , że nie pojadę już do Polańczyka, gdzie właściciel dla zysku stawia 10 domków szeregowo na działce, na plażach lepiej nie mówić co się dzieje, dysco wszędzie znajdziesz, jak również napaloną młodzież. Budownictwo wokół koszmarne i nastawione na maks zysk. I mówię, to mi się nie podoba. A zachwycają mnie góry, roślinność, że mało gały nie wylezą. Chcę aby mieszkańcom Bieszczadów żyło się lepiej, będę nocować na kwaterach, jeść owczy ser, ale nie chcę wesołych miasteczek przy zaporze na Solinie.



Odpowiedz z cytatem