Ja nigdy nie paliłam i nie palę - parę razy spróbowałam papierosa, ale ani mi to smakowało, ani imponowało, więc się nie wciągnęłam. Nie wiem, może jakiś wpływ na to miało wydarzenie z mojego dzieciństwa: byłam ciekawskim dzieckiem, i ciągle molestowalam popalająca mamę, zeby mi dala spróbowac. Dała mi w końcu pociągnąć ... i bueeeee, spędzilam pol godziny na pluciu i plukaniu gęby pod kranem.Generalnie pety mi strasznie śmierdzą, i unikam miejsc zadymionych jak tylko mogę.
Widzę, że z nowym rokiem sporo zatwardziałych palaczy rzuca ten nałóg. Niektorzy pewnie wytrzymają, inni polegną, ale przynajmniej przez pewnien czas każdy z nich odczuje na własnej skórze mękę, ktora byla do tej pory moim udziałem: poczują smród dymu, siedząc we wspólnym pomieszczeniu z palaczami. Nie wiem, czy niektorzy pamiętają, jak na pierwszych KIMB-ach próbowalam przeforsować zasadę, żeby palacze wychodzili na zewnatrz na fajkę, nie zadymiali wspolnej sali. Moj głos byl jednak głosem wołającego na puszczy...
Palacze, pomyślcie - papieroska spalicie, a smród zostaje. I narasta wraz z każdym wypalonym pecikiem. Litości!
Chciałabym wykorzystać ten wątek do stworzenia nowej świeckiej tradycji. Jak pieknie by było, gdyby na wspolnych imprezach bieszczadników, osoby, ktre już nie mogą wytrzymać bez fajki, wychodziły sobie grupką na zewnątrz, zajaraly, i wracaly do towarzystwa.
Takie zachowanie nie tylko byloby ulgą dla niepalących, ale pomogło by wytrwac w niepaleniu tym, którzy teraz deklarują rzucanie nałogu.
Iras, trzymam za Ciebie kciuki.


Generalnie pety mi strasznie śmierdzą, i unikam miejsc zadymionych jak tylko mogę.
Odpowiedz z cytatem