Paliłem lat... dziesiąt i nie wyobrażałem siebie bez papierosa! Raz (jeden jedyny raz!!!) zabrakło mi papierosów, pogoda była paskudna, do garażu jakieś 300 m, a paczka na stacji benzynowej duuużo droższa (wtedy marlboro kosztowały ok. 4 PLN - na stacji prawie 6!). Postanowiłem przeczekać do rana. Ranek jeszcze bardziej paskudny niż wczorajszy wieczór więc czekałem na lepszą pogodę. Gdy dotrwałem (jakoś nie skręcało mnie, jak wcześniej) do kolejnego wieczora, uzmysłowiłem sobie, że nie paliłem 24 h. I... tak już zostało! Nie palę, nie pamiętam, 6,7, 8 lat? I, co dziwne (prawie nikt mi nie wierzy

, zwłaszcza koledzy lekarze!), naprawdę nie miałem ŻADNYCH przykrych sensacji, prócz tego, że przytyłem. Ale tylko przez chwilę! Rower, wędrówki, trochę "sportowania się" i wszystko wróciło do normy. Dym papierosowy nie przeszkadza mi, ale staram się go unikać. A czuję się tak, jakbym nigdy nie palił! Wejście na Rawki zajmuje mi teraz jakieś 30 min. mniej i bez zadyszki...
Życzę wytrwałości tym, którzy postanowili zerwać ze "zniewoleniem umysłu", boć to tam ten nałóg siedzi
