To i ja jeszcze parę wynurzeń nt. owych wynaturzeń (tytoniowych, rzecz jasna).
Palenie może być przyczyną kłopotów, nawet klęsk życiowych, przy czym palacz o tym ... nie wie. Czasem się może tylko domyślać.
Osoby niepalące, a znające życie, na ogół nie wierzą w możliwość całkowitego, tj. raz na zawsze, rzucenia palenia przez palacza, alkoholu przez pijaka, itp. Palacz może mieć więc kłopoty na niwie zawodowej, w życiu osobistym - właśnie tylko przez to, że pali. Oto b. intymny przykład z mojego życiorysu.
Będąc tuż po 30-tce, ale zanim poznałem moją żonę, chodziłem z b. sympatyczną Marzenką. Ładna, zgrabna, inteligentna, wysportowana - prawie ideał. "Prawie" - bo kopciła 2 paczki dziennie.
Spotykaliśmy się 3 - 4 razy w tygodniu. Zaraz po pracy przychodziła do mojego ówczesnego b. małego mieszkanka (kawalerka 18 m kw.), gdzie spędzaliśmy czas do ok. godz. 23-ciej. Potem wsiadaliśmy do mojej syrenki i odwoziłem ją z Rakowca na Grochów, gdzie mieszkała. Oczywiście przed wyjściem z domu wyrzucałem mnóstwo petów, a także pozostawiałem otwarte okno.
Nic to nie pomagało. Z czasem mieszkanie zaczęło mi śmierdzieć jak kawiarnia III kat. w czasach PRL.
Zacząłem się nad tym zastanawiać. A także nad tym, że osobiście staję się biernym palaczem nie tylko w pracy, lecz również w domu. A w razie małżeństwa (Marzenka mi się podobała, dobrze mi z nią było) to już będę palaczem w 100% (nic, tylko samemu zacząć kopcić !
).
Obserwowałem Marzenę i stwierdziłem, że jest bardzo, ale to bardzo uzależniona od nałogu. Pamiętałem swoje wrażenia (opisane przeze mnie w tym wątku wcześniej) i doszedłem w skrytości ducha do wniosku, że M. palenia nigdy nie rzuci, co najwyżej może próbować. I że będzie to (niszcząca obie strony związku) walka z wiatrakami.
No i rozstaliśmy się - z mojej inicjatywy, ale bez podania przyczyny. Wątpię, aby Marzenka się jej wówczas domyśliła. Raczej przypuszczała, że się mi znudziła, że poznałem inną, itd., itp.


Odpowiedz z cytatem