Ja rozstałem się z paleniem definitywnie, po prostu któregoś dnia schowawszy dziadostwo z powrotem do paczki i oddawszy ją pierwszemu, który poprosił o fajkę.
Kłopot w tym, że zarówno w technikum jak i na studiach, częstowano mnie i nadal częstuje się regularnie, bo taka ze mnie pomocna dusza, to chcą się odwdzięczyć.
Odmawiam, chociaż raz na 2-3 miesiące włącza mi się tryb "dawaj działę" i mógłbym wyrwać ćmika z łapy dresowi w towarzystwie pitbulla.
Kiedyś włączył mi się na przystanku, więc rzuciłem się na coś, co nie zostało dopalone ze względu na przyjazd autobusu. Pociąg to straszny.