Pokaż wyniki od 1 do 8 z 8

Wątek: Też byłem w Bieszczadach tego lata

Mieszany widok

  1. #1

    Domyślnie Odp: Też byłem w Bieszczadach tego lata

    Do Ustrzyk zawitałem około godziny 16. Był więc czas, aby się rozejrzeć za ewentualnymi zmianami. No i top jest tak, ze na pierwszy rzut oka nic się nie zmienia – Kremenaros tak samo obskurny i tak samo oblegany, Pod Caryńską ciągle gra Stare Dobre Małżeństwo, a dziewczyny za barem są uroczo nieuprzejme, centrum handlowe droga na Wołosate dziurawa nawet jeszcze bardziej niż rok temu. Po uważnym przyjrzeniu się widać jednak zmiany - wyremontowany kemping, nowo wyznakowana ścieżka spacerowo-narciarska, a także niemal zupełny brak osób zmęczonych życiem w okolicach centrum handlowego.
    Pierwsze dwa dni pobytu w Ustrzykach spędziłem niemal bezczynnie. Przy czym o ile pierwszy z tych dni był planowanym dniem odpoczynku, to drugi był już lenistwem przymusowym. Po prostu padało całą noc, dzień i jeszcze jedną noc. Aczkolwiek znaleźli się zapaleńcy, którzy ruszyli w góry, tak jak przygodny znajomy ze schroniska, którego na Rawkach dopadł grad, mimo to dotarł jeszcze do styku trzech granic na Kremenarosie i wrócił szczęśliwy, ponieważ na całej trasie nie spotkał nikogo.
    Po tym przymusowym lenistwie ciągnęło mnie w góry niemożebnie. Chyba każdy kto przyjeżdża w Bieszczady ma swoją ulubioną trasę, którą musi przejść. „Moją” trasą jest pętelka z Wołosatego do Ustrzyk Górnych przez Przełęcz Bukowską, Rozsypaniec, Halicz, Przełęcz pod Tarnicą i Szeroki Wierch. Szlak ten, uważany za najbardziej widokowy w Beszczadach tego dnia tonął we mgle. Zresztą z samego rana ktoś niewtajemniczony mógłby pomyśleć, że Ustrzyki znajdują się na jakiejś równinie – tak szczelnie mgła otuliła okoliczne góry. Nie zrażony tym wyruszyłem. Jak zwykle się nie zawiodłem, Chociaż nie było mi dane podziwiać widoków, to mogłem doświadczyć rzeczy niemal niespotykanej w sezonie – pustki na szlaku. W dodatku prawie każdy z nielicznych tego dnia wędrowców czuł się w obowiązku zamienić życzliwe słowo.
    Po powrocie ze szlaku okazało się, ze kolonia, która do tej pory okupowała Kremenarosa, pojechała do domu, za to pokoju wprowadziło się kilka naprawdę sympatycznych osób. Przed schroniskiem, pod parasolami pojawiła się też gitara i wieczór upłynął na wspólnym śpiewaniu... szant.
    Dzień następny (już pogodny) upłynął na mozolnym człapaniu (z dużym plecakiem) z Ustrzyk do Wetliny. Jednak, kiedy po 6 godzinach dotarłem dopiero do Berehów Górnych, postanowiłem dalszą część drogi pokonać autobusem. Jak zwykle odwiedziłem cmentarz (tym razem przykładnie wykoszony), zadumałem się nad smutnymi kolejami losu tej ziemi. Z przyjemnością zauważyłem, ze na cmentarz zagląda sporo osób, niektórzy nawet stawiają znicze. Jak zwykle też udałem się do sklepiku do pani Anieli. I tu niemiłe zaskoczenie – gustowny drewniany sklepik zamknięty, a obok niego stoi paskudna blaszana bud. Ponoć ze względów sanitarnych. Ech ta Unia.
    W Wetlinie zakwaterowałem się w schronisku młodzieżowym (na szczęście w Komsomole ponoć do 40 lat przyjmowali). W oczekiwaniu na otwarcie (schronisko czynne od 7 do 10 i od 17 do 22 ) mogłem osobiście się przekonać, że warto wyświadczać przysługi bliźnim. Ale o tym już w następnej (ostatniej części).
    Cdn.

    Dostępne także na:
    http://zniebytu.salon24.pl/index.html

  2. #2
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,531

    Domyślnie Odp: Też byłem w Bieszczadach tego lata

    Cytat Zamieszczone przez Fiaa Zobacz posta
    (...) W Wetlinie zakwaterowałem się w schronisku młodzieżowym (na szczęście w Komsomole ponoć do 40 lat przyjmowali). W oczekiwaniu na otwarcie (schronisko czynne od 7 do 10 i od 17 do 22 ) mogłem osobiście się przekonać, że warto wyświadczać przysługi bliźnim. Ale o tym już w następnej (ostatniej części).
    Cdn.(...)
    Już 6 dni czekamy na tę 3-cią część.
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  3. #3

    Domyślnie Odp: Też byłem w Bieszczadach tego lata

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    Już 6 dni czekamy na tę 3-cią część.
    He he. Padłem ofiarą ataku dzikiego zwierza - Leniwca.

  4. #4

    Domyślnie Odp: Też byłem w Bieszczadach tego lata

    Byłem w Bieszczadach cz. 3.

    Wetlina była miejscem, w którym poznawałem bieszczadzkie klimaty. Ale od 96 roku sporo się tu zmieniło, a w miarę spokojna wieś stała się gwarnym kurortem. Co gorsza kurort ten skutecznie wyssał ze mnie ostatnie grosze, więc już po dwóch dniach trzeba się było zwijać do domu.

    W ciągu tych dwóch ostatnich dni pobytu starałem się wejść tam, gdzie jeszcze nie byłem. Najpierw wejście na Smerek. Zawsze tak się składało, że po przejściu Połoniny Wetlińskiej od Berehów Górnych, nie było już sił, ani ochoty, żeby podchodzić na jeszcze jeden szczyt, tylko szybko w dół na zimne piwo. Tym razem wyruszam wcześnie rano na przełęcz Orłowicza, spotykając po drodze tylko trzy osoby. Dopiero na Smereku znalazło się ich trochę więcej, a prawdziwe pielgrzymki spotykam podczas zejścia w stronę Kalnicy. Traktując wycieczkę bardzo rekreacyjnie – warto na Smereku spędzić trochę czasu. Panorama jest naprawdę imponująca.

    Po bardzo przyjemnym zejściu lasem (ach ten cień) i mniej przyjemnym odcinku szosą trafiam do Kalnicy, gdzie sklep jest przeniesiony żywcem z epoki dawno minionej. Niestety kierowniczka jest w bardzo złym humorze. Swoją złość wyładowuje właśnie na dostawcy, każąc mu ważyć każdą przywiezioną sztukę mięsa, a później na pijaczkach, których przegania z okolicy sklepu.

    Po południu staram się zrobić wywiad pod kątem planowanej wycieczko klasowej do Wetliny. Niech chociaż jedna osoba zarazi się tą chorobą bieszczadzką. Później jednej z drużyn piłkarskich brakuje bramkarza, więc dołączam do gry. Co ciekawe drużyny są mieszane pod względem płci, a razem z jednym z opiekunów grupy robimy za weteranów. Na zakończenie meczu dostaję zaproszenie na ognisko.

    Wieczorem, przy ognisku, okazało się, że grupa młodzieżowa zamieszkująca PTSM to jakiś obóz ewangelizacyjno-integracyjny. Wyjaśnił, się wiec brak nocnych hałasów i bardzo nikły odsetek słów na k...., czy też ch... . Atmosfera przy ognisku była bardzo przyjemna, niestety o 22 młodzieżowe schronisko jest zamykane, więc trzeba było się wcześnie zwijać.

    Następnego dnia pierwszym autobusem ruszam na Przełęcz Wyżniańską w celu wdrapania się na Rawki. Problem w tym, że po paru minutach marszu uginają się pode mną nogi. Nie, nie z powodu nadwagi, czy też nadmiaru trunków dnia poprzedniego. Po prostu widok gór zanurzonych w delikatnej porannej mgiełce dosłownie powalał na kolana. Po raz pierwszy pożałowałem, że nie robię zdjęć. Po takiej dawce emocji na dzień dobry, może być już tylko lepiej. I jest! Po drodze mijam jakąś piekielną maszynę (chyba do zwózki drewna), której warkot straszy turystów i inną zwierzynę, już od samej Bacówki.

    Na Wielkiej Rawce jestem już po raz trzeci, ale po raz pierwszy wzrok sięga dalej niż na Małą Rawkę. Trzeba przyznać, że sięga znacznie dalej, choć znad Ukrainy nadciągają niezbyt przyjazne chmurzyska. Po obowiązkowej kontemplacji widoków, zamiast na Krzemieniec, ruszam, poganiany pierwszymi kroplami deszczu z powrotem na Małą Rawkę. Te „pierwsze krople deszczu” towarzyszą mi już prawie do samej Wetliny. Wyglądało to tak, jakby deszczowa chmura szła krok w krok za mną i poganiała, kiedy odpoczynek się zbytnio przedłużał.

    Po południu w Wetlinie ciąg dalszy rekonesansu w sprawie wycieczki. Wizyta w „Bazie Ludzi z Mgły”, która sprawia na mnie przygnębiające wrażenie. Jednym słowem lokal udaje „dzikie Bieszczady” w samym centrum kurortu, jakim stała się Wetlina. Te niewesołe refleksje, przecina jeszcze smutniejsza – czas się pakować.

    Czwartek – dzień powrotu. Autobus zdecydowanie zbyt szybko pokonuje serpentyny wielkiej obwodnicy. W Zagórzu jestem przed 12. Jakiejś dziesięć minut tłumaczę pani w kasie kolejowej zawiłości połączenia, po czym mam jakieś 3 godziny na zwiedzanie Zagórza. Dziwne to – nigdy dotąd nie było okazji, aby zwiedzić słynne ruiny klasztoru franciszkanów, górujące nad Osławą. Tym razem się udało. Po drodze można się przyjrzeć sennemu życiu miasteczka. W porównaniu z bieszczadzkimi kurortami jest naprawdę fascynująco zapyziałe.

    Przed godziną 16 na stację wtacza się pociąg, w którym zaczyna się osiemnastogodzinna podróż do domu. Powrót za rok.

    Koniec.

    Dostępne także na:
    http://zniebytu.salon24.pl/index.html
    Ostatnio edytowane przez Fiaa ; 28-08-2007 o 01:15

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Ja też tam byłem
    Przez długi w dziale Spotkania i sprawy forumowe
    Odpowiedzi: 24
    Ostatni post / autor: 28-06-2009, 19:01
  2. Watek historyczny w relacji Fiaa "Też byłem w Bieszczadach tego lata"
    Przez Stały Bywalec w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 14
    Ostatni post / autor: 12-09-2007, 16:20
  3. I był Beskid i były słowa ...
    Przez Ezechiel w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 29-05-2005, 10:41
  4. ON też był BIESZCZADNIKIEM-pamięci Jana Pawła II
    Przez pyton w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 40
    Ostatni post / autor: 13-04-2005, 20:58
  5. Ile razy byłeś w Bieszczadach?
    Przez bogo9 w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 21
    Ostatni post / autor: 06-03-2005, 02:13

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •