Ja przejeżdżałem w sobotę przez dołzycę i żałowałem ze nie mam z przodu potęznego pługa do spychania na boki beznadziejnie zaparkowanych po obu stronach aut i armatki wodnej do rozpędzania "Rozanielonych" ( z reguły chemicznie a nie klimatycznie-poetycko) swiętych krów urzadzajacych sobie deptak srodkiem drogi. Jak juz wspomniałem onegdaj nie przepadam na egzaltowanym pitu pitu na skrzypkach fujarkach i gitarce i nie przepadam za równie egzaltowaną miłościa do "ukochanych magicznych Biesków" ale nikomu tego nie bronię. pod warunkiem że nie wchodzą mi w drogę, a tam była sodoma i gomora. trzeba było widziec te pioruny w oczach kierowców PKSów. organizacja beznadziejna.


Odpowiedz z cytatem