Uwielbiam bładzić. W ogóle bardzo lubię chodzić bez mapy i kompasu. Z poprzednim psem złaziłam pół Gór Sanocko-Turczańskich i nie tylko. Lubię odkrywać nowe drogi tzn. widzę jakąś nieznaną ścieżkę i idę sprawdzić, gdzie ona wiedzie. Może to być też jar, potok.
Miejscowi mieli wyjątkowe Złe (słowo bies było ówczas nieznane, nie mówię juz o czadach, czorta czy diabła nie wolno było wzywać więc mawiano złe lub ono). Ów zły miał na imię Błąd. Sprowadzał ludzi na manowce. Mnie raz złapał ów czart w Górach Słonnych. Bardzo źle czułam się, dostałam wysokiej gorączki, łaziłam w kółko nie wiedząc zupełnie gdzie jestem. Las stał się czarny i tak nieprzyjazny, że aż przerażął. Byłam obolała i przerażona. Położyłam się pod drzewem. Było mi wszystko jedno. Po pewnym czasie obudziłam się słysząc ludzkie głosy. Znajdowałam się nieopodal drogi i rzeczki Olszanka. Nie muszę chyba mówić, że ten las znałam od dzieciństwa jak własną kieszeń. Nic innego, tylko Błąd chwycił mnie w swoje szpony.



Odpowiedz z cytatem