Ja też jedno ze swoich kilku pobłądzeń zaliczyłam w Gorganach.
Byliśmy na wycieczce "na lekko" z Osmołody
Po wejściu na Grofę planowaliśmy zejście tego samego dnia z Płyśców i powrót do Osmolody obok miejsca, gdzie obecnie stoi schronisko.
Niestety przegapiłam zwornik i z przełęczy zeszłam następnym jarem, schodząc zamiast do Doliny Kotelca do tej następnej.
W każdym razie do Osmolody zamiast około 8 mieliśmy około 16 km i doszliśmy o północy.
Dwa inne razy "zabłądziłam" w górach Rumunii - raz w Rodniańskich, przy zejściu przez Dolinę Repede, raz przy zejściu z Pietrosa Budyjowskiego, oba razy w towarzystwie kolegi, który też czasem pisuje tu na forum
Za każdym razem (również tym w Gorganach) trudno to w zasadzie nazwać zabłądzeniem, bo właściwie po krótkim zejściu z planowanej trasy po prostu nie chciało się nam wracać po górkę i przez to droga nam się znacznie wydłużyła, ale cały czas wiedzieliśmy gdzie jesteśmy.
W sumie wspominam te wszystkie przygody bardzo sympatycznie.
Pozdrowienia
Basia
P.S. A Kuba mi opowiadał, że on też się wpuścił kiedyś w Dolinę Pietrosa schodząc z Popadii do Osmołody - i to solo.
Ja w tym roku byłam już o jego doświadczenie mądrzejsza, a też byłam w okolicy. Ale ja schodziłam z Koretwiny istniejącym od tego roku szlakiem.
P.S. P.S. - właśnie dostałam życzenia świąteczne od Wiktora i Julii z Osmołody i tak miło mi się na sercu zrobiło.



Odpowiedz z cytatem