Kiedyś to było, oj było
tak :


Kiedy ciemna noc zapada,
na odludziu w kurnej chacie,
( gdzie sąsiada nie masz gada )
– dziadek z babką warzą zacier.
Dziadek leje, babka kłapie :

takie lanie... to se wsadź !
i za lejek nagle łapie
– tak sie leje, kurce mać !

Między nogi wzięła balon
– wpierw zadarłszy kieckę w kwiaty.
Dziadek szczękę ( tę na talon )
zgubił dawno, więc szczerbaty
wyseplenił

– tyśśś besss majtek ?

Co, nie wolno ?! – zamknij ryj !
I co z tego, ten twój kajtek...
o tych sprawach, raczej śnij.
Coś te gały wybałuszył,
jakbyś pierwszy raz zobaczył ?
Sczerwieniały ci też uszy.
Wiem od dawna, co to znaczy
– cała siła poszła w glacę
i nie będzie z seksu nic.

Aaaa.. tyśśś płassska jessst, jak placek,
no i zwisa tobie cyc.

Skocz po cukier do śpizarki,
ino nie myśl, ze coś zeźresz...
policzyłam w szmalcu skwarki
i zważyłam rano ceres.

Ale durna, stara gęś
– mruczy dziadek w zgodzie z losem :

Wczoraj żem odkroił część,
wyczuwając wredność nosem.
I wyjadłem ci ze słoja
prawie ssyćkie komfitury...
taka, jest gupota moja,
bo żem sspec jak, mało chtóry.

A w spiżarni uśmiechnięty
– na słodkości bowiem pies,
wsadził głowę w komponenty
pomrukując: yes, yes, yes.
Babka pełna niepokoju
na bok balon odstawiła
i po cichu – myk z pokoju.

Już nie bede taka miła.

Z sieni bierze w garść zakrętę,
mknie jak przeciąg do komórki,
lecz od wewnątrz drzwi zamknięte
na zasuwkę – nie ma dziurki.

Co tam robisz niemiluchu ?!

Sspszontam, nnno...bo...jak zostawić ?
Aparatu nie mam w uchu
i nie ssłyse, co tam prawisz.

Wyłaś ćfoku, ale jusz !
Bo wyważe sobą dźwierza.

Cekaj, zarass, sścieram kusz.
To być moze – nie dowierzam :
Babka ssucha, jak kobyła
ssołtysowa, a ma kopa...
kto wie gdzie tkwi w takiej siła
– jedną fangą sścieła chłopa.

Dobra, wracam do baniaka,
masz niedojdo minut trzy,
a za żyrtość dam kopniaka
i wywale cie za drzwi.

Daruj, daruj, ma caryco,
zywicielko i dawcyni !
Juss nie bede twoim cycom
niemiłości zadnych cynił.
Nawet zrobie kiss, kiss, kiss,
a zwisają nizej pasa,
to pogmeram łysą mys,
ale nie lic na bobasa.

Chodźze stary, cie uściskam
za te dary, choć lichutkie
i na zgode daj mi pyska...
moge bawić sie kogutkiem ?

Dobra – nie zrzędź bieszczadniku,
że drugiego nie ma dna...
babka wrzeszczy kukuryku,
a ja kończę tra la la.