Cytat Zamieszczone przez Jabol Zobacz posta
Na początek pochylam głowę nad tą kobietą i nad jej tragedią - ona spotykając SG nie wołała o pomoc, o ratowanie dzieci - ona już wiedziała, ona już informowała o tragedii... :(((

ps. GW pisze o pasie granicznym (ale to chyba było na Bukowym Berdzie) i o przewodniku co ją prowadził. Zawsze mnie ciekawiła techniczno-organizacyjna strona takiego procederu - procederu przerzutów z którego dochody porównywalne są do dochodów z handlu narkotykami (słowa p.E.Pikor - rzecznika SG o ile dobrze kojarzę). Nikt nie poszedłby tylko dla tej kobiety (i to z dziećmi co czyniłoby wyprawę baaardzo ryzykowną) bo nikomu by się to nie opłacało albo po prostu jej samej nie byłoby na to stać. To musiała być większa grupa idąca na Słowację (miała przy sobie korony) wzdłuż (tuż za) naszej południowej granicy. Śmiem twierdzić, że widząc wyczerpanie i stan kobiety i dzieci i być może mając świadomość że czeka ich jeszcze może 2, może 3 albo więcej dni marszu przewodnicy... chcieli ją ratować kierując wprost w wyostrzających zmysły tropicieli polskich strażników??? Wiem - odważna teza (bo ciężko mówić o ratowaniu skoro wogóle porwali się na zabranie na tą wyprawę tej kobiety z dziećmi), ale myślę że prawdopodobna. A że ona skręciła nie tam gdzie trzeba, że dzieci mimo wszystko nie dały rady, że SG akurat na jej drodze nie było.. widać tak miało być, tego nic już nie zmini... "ktoś" inny wybrał dla jej dzieci inną drogę - do lepszego świata (tego u góry).
hans