Jeśli zabrzmiało to pesymistycznie - przepraszam.
Chodziło mi tylko o to, że kiedy wiek i zdrowie nie pozwolą już na brnięcie w błocku po bieszczadzkich ścieżkach, zatęsknimy do dawnych, nie zawsze przyjemnych przeżyć.
Jeśli zabrzmiało to pesymistycznie - przepraszam.
Chodziło mi tylko o to, że kiedy wiek i zdrowie nie pozwolą już na brnięcie w błocku po bieszczadzkich ścieżkach, zatęsknimy do dawnych, nie zawsze przyjemnych przeżyć.
Hej:)
Ponura wizja. Gdy jednak wspominam sobie tajemnicze spotkanie z dziadeczkiem gorczańskim wśród mgieł i o jesiennej porze, to jakoś wizja się rozwiewa:D
Barnabo, wybacz moje złości, pewnie kiedyś prowokowałem jakimiś tekstami o betonce po połoninie i zapomniałem o tym. Cenię błoto na szlaku:D
Ostatnio pojechałem na błotku kilka meterków wędrując po Świdowcu. To było wspaniałe uczucie:D Więcej, więcej!! Zastanawiam się nawet, że może szlaki nie powinny być na całej długości w postaci udeptanych dróżek, a zaposiadywać odcinki zwane BOS-ami (Błotniste Odcinki Specjalne), gdzie np LKT rozrabiałyby błotko, miesiły na maź błogą, a plecakersi mogliby to pokonywać napawając się chłodną wilgocią w butach i gaciach:D W B.N. napotkałem kiedyś miejsce, gdzie błotko pokryte było warstwą butwiejących liści. Całość oklejała buciory gigantycznymi bułami o masie kilku kg każda. Wędrówka stawała się przyjemniejsza... Strasznie jestem ciekaw, czy to miejsce nadal jest takie błotniście cudowne?
Pozdrawiam,
Derty
Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)
właśnie, wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)