Dzięki za cytaty, ale znam strukturę OUN-UPA i niewiele to wnosi. Mało istotne co było na "papierze". Partyzantka nie morduje jak leci cywili - wyrafinowanymi metodami w dodatku. Nie zarzyna także swoich pod byle pretekstem. W dodatku na terytorium obcego państwa będącego od 1945 roku w stanie pokoju. Osobiście nie używam określenia "bandy", ale nazywanie tej pohitlerowskiej zbieraniny partyzantką jest nadużyciem lub jak ktoś już na forum wspomniał: eufemizmem. Bardziej adekwatne jest określenie terroryści lub zorganizowane bojówki. Bojówki te sterowane przez szkolonych m.in. w formacjach SS ludzi, składały się często z prymitywów wyrwanych spod pługa i gówniarzy - nieletnich lub dopiero co pełnoletnich, którym po części widocznie imponowały takie działania a po części byli do nich zmuszani. Jak nie to na gałąź - UPA wytłukła wystarczającą ilość Rusinów oraz swoich "żołnierzy" pod znacznie głupszymi pretekstami.
Określenie "partyzantka" jest IMHO stosowane od czasów rzekomej próby poprawy stosunków czy też marzeń o pojednaniu (które na dziś są zupełnie abstrakcyjne), ponieważ ma ono polegać nie na wyważeniu rzeczywistych win obydwu stron, uderzeniu się w piersi i dopiero na tej podstawie wybaczeniu - tylko na wybielaniu, fałszowaniu i próbie puszczenia w niepamięć tego co było. Gorącym orędownikiem takich zabiegów, jak i lansowania określenia "partyzanci" UPA, jest znany Ci zapewne pro-ounowski historyk G. Motyka. Pech chce że Polacy są narodem, który nie lubi gadać że pada deszcz gdy plują mu w twarz.
p.s - jedź np. do Baligrodu i poopowiadaj miejscowym - w ramach prelekcji - o żołnierzach-partyzantach UPA, którzy w ciężkim boju wytłukli 42 jego mieszkańców. Na pewno z nieukrywaną radością i miłą chęcią kopną Cię w tyłek.



Odpowiedz z cytatem