Staś:
był w pierwszych dniach życia pod serduchem Mamy a już biegal po zaspach bieszczadzkich przedzierając sie w 1,5 metrowym śniegu do źródelka w Balnicy; miał 8 miesięcy jak w maju szwendał się w okolicach Przysłupia zwieszony z nosidełka bo jakoś jak tylko wychodzilismy na dwór śpiącym się stawał... potem wrzesień i pierwsze urodziny na ... Smereku... dokladnie w godzine urodzini zamiast tortu był serek na Smereku. Potem luty niecałe 1,5-roku najlepiej sie śpi w 15 stopniowym mrozie na sankach nie zważając na szczek huskych bo akurat w wyścigach walczyły (Maryśka - 6 miesiąc pod sercem Mamy), lekka przerwa do września i znów w Biesach...
Maryśka:
patrz wyżej, w 4 misiącu (październik) musiała zobaczyc kolorową bieszczadzką jesień, potem luty na sankach ze Stasiem, rok i 3 miesiące - kąpiel w solińskim (Chrewt), a teraz to w ogóle
OBOJE:
"mama, tata , kiedy pojedziemy do misia bieściady?"
I weź tu nie pojedź![]()
Prąd zazwyczaj mieliśmy, ale w standardzie latara, kuchenka, czajniczek, garnuszki, słowem: skrzynka szpeju istotnego w wyprawach z dzieckiem.
DZIECI NIE PRZSZKADZAJA W WYJAZDACH, TYLKO RODZICE JAK SĄ ZGNUSNIELI TO PROBLEMY SOBIE SAMI WYTWARZAJĄ!!!
Pozdrawki dla dzieciatych biesolubów
PS.
Potwierdzam zalety terenowego wozu, szczególnie na coponiektórych Mikowsko-Smolnikowskich drogach![]()
PS2:
Polecam wyjazd z dzieciakami na rowery w Biesy: przetestowane we wrześniu: jest extra i wychodzą niedoróbki kondycji![]()


Odpowiedz z cytatem