Tak się składa, że akurat jestem paralotniarzem od niedawna :). Moje zdanie może być w związku z tym lekko nie fachowe ale... wrzucę swoje trzy grosze do ogródka BdPN i innych parków które funkcjonują na terenie RP.
Paralotniarz przelatujący na czymś co nie wydaje żadnego dźwięku, kilkaset metrów nad ziemią ma się do gniazdujących ptaków tak jak dziura ozonowa do wzrostu mojej paprotki na parapecie.
Po drugie latałem wielokrotnie w kominach termicznych z ptakami - najczęściej krukami i drapieżnikami (coś ala jastrzębie) które nie widzą w paralotniarzu żadnego niebezpieczeństwa. Lecą wznosząc się z nami kila metrów od nas. Kompletnie nie zwracają na nas uwagi. Nie traktują paralotni jako czegoś obcego co świadczyć może o tym, że ptakom cieszącym się z wznoszących prądów termicznych generalnie jest wszystko jedno czy latają w pobliżu bociana czy mnie :).
Po trzecie na górce Dił (Dźwiniacz) kilkukrotnie zdarzyło mi się przelatywać nad pasącymi się sarnami (leciałem kilkanaście metrów nad ziemią). Nie zwróciły na mnie uwagi.
Po czwarte ciekawe jest to, że paralotniarz latający swobodnie nad parkiem przeszkadza przyrodzie, a kolejnego dnia wojsko ćwiczące z użyciem śmigłowców przed misją w Afganistanie (vide TPN) nie.
Po piąte nie rozumiem dlaczego paralotniarz w Polsce jest zagrożeniem dla przyrody a np. w Słowenii gdzie ostatnio latałem na terenie parku (czy wręcz rezerwatu) nie. To samo jest w Niemczech, Austrii, Szwajcarii i innych krajach alpejskich gdzie ochrona przyrody mam wrażenie jest na podobnym poziomie jak u nas.
Po szóste - paralotnia to w istocie rzeczy szmata i plątanina linek które łącznie ważą średnio 7kg. Szkoda na zieleninie powstająca po rozłożeniu tego podczas startu czy lądowania jest IMO żadna.
Po siódme - by wystartować potrzeba kwadratu 10 m x 10 m. By wylądować 30 m x 30 m. Nie ma żadnego problemu by na startowisko i lądowisko dostawać się piechotą. Sprzęt nosimy na plecach - plecak trochę większy niż te widoczne u turystów.
Po ósme - BdPN w swoim regulaminie zabrania latania nad parkiem motolotniom i SPADOLOTNIOM. Co do motolotni sprawa jest jasna - co do SPADOLOTNI to niestety takie cuś nie występuje w przepisach regulujących paralotniarstwo (jest stosowna ustawa która definiuje co to jest paralotnia - nie ma tam słowa o SPADOLOTNI), Przyjmując ten stan rzeczy można panów strażników posłać w diabły - czytaj do sądu grodzkiego - a tam wiadomo :)
Po dziewiąte - jedyny powód do ukarania paralotniarza to naruszenie przepisów w zakresie poruszania się znakowanymi szlakami turystycznymi na terenie parku - czy raczej ewentualne lądowanie bądź start poza takim szlakiem. Przy odrobinie dobrej woli można wyznaczyć dwa miejsca o rozmiarach o których pisałem wyżej i problem jest z głowy. Jeśli na wiosnę można wpuścić na Tarnicę kilka tysięcy pielgrzymów po rozmokniętych szlakach to wpuszczenie kilkudziesięciu czy kilkuset paralotniarzy będzie niczym dla przyrody (latamy tylko w ładne dni, gdy jest sucho itp).
Po dziesiąte - paralotniarz wykonujący przelot nad terenem parku nie łamie prawa. W przypadku awaryjnego lądowania nie musi się przejmować miejscem w którym ląduje. Ma prawo do wykonania takiego lądowanie gdziekolwiek się znajdzie.
Po jedenaste - na całym świecie za startowiska i lądowiska które są w odpowiedni sposób przygotowane pobierane są opłaty. Sprawdzane są uprawnienia do wykonywania lotów, ubezpieczenia itp.
Reasumując: nie ma argumentów które w rzeczowy sposób mogłyby bronić stanowiska które zawarte jest w stosownych ustawach.


Odpowiedz z cytatem