wiec zawsze mozesz przyszyc sobie taka naszywke a robaczka podpisac u dolu: "buba-mega stonka" :D mnie sie ten plakat niezmiernie zawsze podobal (wogole lubie takie rozne obrazki propagandowe z czasow komunizmu :) i tak mi sie skojarzyl z tym watkiem :)
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
A po co miałabym to robić. Jesteś jaka jesteś, chcesz tak spędzać swój wolny czas-Twoja wola. Jesteś przesympatyczną dziewczyną, która ma takie,a nie inne poglądy. Ja jestem stonką i to w te najgorszej postaci. Proszę tylko abyś nie obrażała ludzi. Nikt z nas nie wie co czuje drugi człowiek. Widziałam już ludzi, którzy ubrani byli jak przysłowiowa stonka (w klapki, reklamówki w ręku), których góry zauroczyły.Widziałam też tzw. ludzi gór w towarzystwie których nigdy nie chciałabym się znaleźć.
Lucynko chyba z lekka się rozpędziłaś , nie traktowałabym słów Buby zbyt poważnie .
Nie obawiałabym się plakietek z tej prostej przyczyny iż mało komu chciałoby się to przyszywać .
Nie myślę też aby mogły kogokolwiek obrazić , chyba szybciej rozśmieszyć .
Sam pomysł podoba mi się – mógłby to być taki znak rozpoznawczy na szlaku ,
bardziej jednak w formie np. znaczka .
Lucyno więcej radości !!!!!!!!!!!!!!!!
Pozdrowiona
...Lucyno...Lucyno..Lucyno.... sama jesteś stonką? i to najgorszą?
Czy nie doszliśmy na tym wątku do poniekąd wspólnego wniosku(czytający jak i piszący) że stonka to Ci co nie szanują gór i wszytkiego co w nich jest? co Ty opowiadasz?
a ja się piszę...i zaczynam już sobie taki znaczek robić...ba... na plecaku dużo miejsca...
No co. Mam alergię na "prawdziwych turystów" co to nie lubią stonki. Jako stonka usiłuję się bronić.![]()
W sumie czy to nasza wina, że jesteśmy z tego plemienia. Lubimy góry, lubimy po nich łazić, chadzamy peletonami i po zaporze, i po "ścieśle tajne", bywamy w uroczych miejscach na integracyjnych imprezach, poznajemy przeciekawych ludzi i dobrze bawimy się w ich towarazystwie, śpiewamy i urządzamy karaoke, czasami płyniemy na pontonach, czasami latamy na szybowcach, kiedy indziej jeździmy na rowerze lub zaprzęgami. Ot zwykłe zachowania stonkowatych.Gdzie nam do prawdziwych ludzi gór czy elity turystycznej.
Ze trzy lata temu byłam na integracji w Karpaczu .
W którymś tam punkcie programu było zdobycie Śnieżki ( w formie wyciągowej )
i oczywiście mus przewodnik jako że grupa dość liczna .
Było to tak
– co najmniej połowa grupy z ciężkim kacem mało zainteresowana czymkolwiek, podejrzewam że można by ich równie dobrze wysłać na Saharę i różnicy by nie zauważyli
- cześć zdecydowana wjechać i zjechać , bo przed obiadem trzeba by na tor saneczkowy wpaść
- 5/6 w obuwiu typu „ pochodna klapek „
- sporo „ biurowców z zerową kondycją co to by nawet i zeszli ale nie będą próbować
- przewodnik w sumie fajny facet któremu się wcale nie dziwie że szybko chciał swoje
„ odbębnić „ i mieć grupę z głowy
- na dół zlazło z 8 osób na 60 tych co to zdobyli „ szczyt” ( głównie wyciągu )
Moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak : turystyka integracyjna, biznesowa, konferencje ( o czym piszesze Lucyna ) .
To nie turystyka to wyjazdy raczej rozrywkowe czy wypoczynkowe których uczestnicy
nie zawsze się orientują gdzie ich zawieziono i którym jest to totalnie obojętne .
Zapłacili za nich , jest okazja to się jedzie , a że w jakimś tam punkcie jest przewodnik
i jakaś wycieczka to też się w tym bierze udział bo i czemu nie? skoro ktoś za to zapłacił .
Oczywiście nie mówię że dotyczy to wszystkich uczestników tych zjazdów , sama byłam na konferencji w zeszłym tygodniu – udało mi się zwiedzić Powązki , bez przewodnika
aczkolwiek z paroma innymi osobami .
A tu mam pytanie do Lucyny – mianowicie jaki procent Twoich klientów stanowią turyści indywidualni ?
A i jeszcze mi się przypomniało są najróżniejsze wycieczki organizowane – przez np. kościoły , organizacje , gminy jakieś tam kółka i tu faktycznie ludziska śpieszą się zaliczają olbrzymie obszary i bez przewodnika się nie obędzie – tych bym jednak stonką nie nazwała ( mam na myśli uczestników ) .
Dla mnie nie ma różnicy do jakiego lasu mnie zawiozą podchody w każdym lesie takie same , strzelanie z łuku czy bujanie się na linie też mi obojętne w jakim lesie .
Mogę sobie szybować , mogę też pontonować i w ogóle wszystko se mogę , a jeśli ktoś za mnie zapłaci to nawet i jeszcze więcej mogę i całkiem mi to obojętne gdzie mnie zawiezie
byle by często zawoził .
Cos około 1%.
Ponieważ też jestem przewodnikiem i prowadzę grupy mniej więcej średnio przez 30 dni w roku (tylko w czasie swoich urlopów i weekendów, więc zdecydowanie mniej niż Lucyna) to też się wypowiem.
Jestem "wolnym strzelcem" i współpracuję z kilkoma różnymi biurami turystycznymi.
Albo mam szczęście, albo takie grupy mi zlecają (znając moje upodobania), ale nigdy ale to na prawdę nigdy nie trafiłam na taką grupę w której jak to piszesz "wszystkim było wszystko jedno gdzie są".
Jeśli jest to grupa szkolna to programem jest zainteresowanych średnio od 1/3 do 3/4 grupy, a bywa że więcej. Najwięcej zależy tu od nauczyciela, czy odpowiednio przygotował grupą przed wyjazdem. Ostatnio miałam szczęście do samych fajnych grup. W tym roku byłam nad Czarnym Stawem pod Rysami i np. w Jaskini Smocza Jama.
A nawet na tej dłuuugiej trasie do Morskiego Oka też zawsze da się coś ciekawego opowiedzieć.
Jeśli jest to grupa z zakładu pracy - to najczęściej mają swój założony program i chcą go zrealizować (np. Jaskinie Demianowskie) a potem wieczorem sobie imprezują (w czym ja już nie biorę udziału).
Takie grupy zazwyczaj też są fajne - ludzie są nastawieni na zobaczenie czegoś konkretnego - co im mogę zaoferować. Trzeba tylko wcześniej uzgodnić ciekawy program dostosowany do możliwości tej konkretnej grupy.
Zawsze coś da się dopasować, ale rzadko są to góry, częściej jakieś jaskinie, zamki, kąpieliska termalne itd.
Niemniej miewałam też (np. w tym roku) grupę do Doliny Prosieckiej.
Mamy też razem z mężem "stałych klientów" którzy jeżdżą w Tatry kilka (5-6) razy w roku na 1-3 dni (jako zakład, bo ludzie się zmieniają) i zawsze chcą jeździć z nami.
Oni już wychodzą na konkretne trasy w górach (Rohacze, Orla Perć, Kościelec), grupa dzieli się na dwie części - jedna trasa jest trudniejsza, druga łatwiejsza, mój mąż bierze trasę trudniejszą (bo potrzebne jest czasem przeasekurowanie uczestnika) a ja łatwiejszą.
Tak że zdecydowanie grupy idące z przewodnikiem - to wcale nie jest "stonka".
Na tych wycieczkach tatrzańskich miewałam w grupie starszych już ludzi, którzy byli w Tatrach pierwszy raz. Za moją namową (bo chcieli pozostać w schronisku) weszli na przełęcz Karb i byli po prostu zachwyceni widokiem i w ogóle Tatrami.
Dla takich momentów uważam ze warto się bawić w to przewodnictwo
Pozdrowienia
Basia
Jakby nie do końca Basiu rozumiesz moją myśl – już tłumacze :
- jeśli organizuje wyjazd z firmy to staram się aby większość uczestników zaakceptowała miejsce tego wyjazdu
- jeśli jednak jestem zaproszona przez kogoś tam ( kontrahenta np. )
to w zasadzie jest mi obojętne gdzie mnie zawiezie ( bo nie mam na to żadnego wpływu ) , cieszę się ze wpadł na pomysł aby mnie zaprosić i korzystam z tego .
Swięta prawda
Basiu Wam gratuluje , sobie życzę spotykać tylko takich przewodników , niestety mam pecha bo najczęściej spotykam „zmęczonych „
Co do stonkowatości grup to z zasadzie się zgadzamy .
Jeśli organizujemy coś sami , lub sami się na to coś zapisujemy świadomie to ok. .
Gorsza sprawa jak nas „ wiozą „ wtedy jesteśmy normalna stonka tyle że stadna
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)