Cytat Zamieszczone przez iza Zobacz posta
Moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak : turystyka integracyjna, biznesowa, konferencje ( o czym piszesze Lucyna ) .
To nie turystyka to wyjazdy raczej rozrywkowe czy wypoczynkowe których uczestnicy
nie zawsze się orientują gdzie ich zawieziono i którym jest to totalnie obojętne .
Zapłacili za nich , jest okazja to się jedzie , a że w jakimś tam punkcie jest przewodnik
i jakaś wycieczka to też się w tym bierze udział bo i czemu nie? skoro ktoś za to zapłacił .
Ponieważ też jestem przewodnikiem i prowadzę grupy mniej więcej średnio przez 30 dni w roku (tylko w czasie swoich urlopów i weekendów, więc zdecydowanie mniej niż Lucyna) to też się wypowiem.
Jestem "wolnym strzelcem" i współpracuję z kilkoma różnymi biurami turystycznymi.

Albo mam szczęście, albo takie grupy mi zlecają (znając moje upodobania), ale nigdy ale to na prawdę nigdy nie trafiłam na taką grupę w której jak to piszesz "wszystkim było wszystko jedno gdzie są".

Jeśli jest to grupa szkolna to programem jest zainteresowanych średnio od 1/3 do 3/4 grupy, a bywa że więcej. Najwięcej zależy tu od nauczyciela, czy odpowiednio przygotował grupą przed wyjazdem. Ostatnio miałam szczęście do samych fajnych grup. W tym roku byłam nad Czarnym Stawem pod Rysami i np. w Jaskini Smocza Jama.
A nawet na tej dłuuugiej trasie do Morskiego Oka też zawsze da się coś ciekawego opowiedzieć.

Jeśli jest to grupa z zakładu pracy - to najczęściej mają swój założony program i chcą go zrealizować (np. Jaskinie Demianowskie) a potem wieczorem sobie imprezują (w czym ja już nie biorę udziału).
Takie grupy zazwyczaj też są fajne - ludzie są nastawieni na zobaczenie czegoś konkretnego - co im mogę zaoferować. Trzeba tylko wcześniej uzgodnić ciekawy program dostosowany do możliwości tej konkretnej grupy.
Zawsze coś da się dopasować, ale rzadko są to góry, częściej jakieś jaskinie, zamki, kąpieliska termalne itd.
Niemniej miewałam też (np. w tym roku) grupę do Doliny Prosieckiej.

Mamy też razem z mężem "stałych klientów" którzy jeżdżą w Tatry kilka (5-6) razy w roku na 1-3 dni (jako zakład, bo ludzie się zmieniają) i zawsze chcą jeździć z nami.
Oni już wychodzą na konkretne trasy w górach (Rohacze, Orla Perć, Kościelec), grupa dzieli się na dwie części - jedna trasa jest trudniejsza, druga łatwiejsza, mój mąż bierze trasę trudniejszą (bo potrzebne jest czasem przeasekurowanie uczestnika) a ja łatwiejszą.

Tak że zdecydowanie grupy idące z przewodnikiem - to wcale nie jest "stonka".

Na tych wycieczkach tatrzańskich miewałam w grupie starszych już ludzi, którzy byli w Tatrach pierwszy raz. Za moją namową (bo chcieli pozostać w schronisku) weszli na przełęcz Karb i byli po prostu zachwyceni widokiem i w ogóle Tatrami.
Dla takich momentów uważam ze warto się bawić w to przewodnictwo

Pozdrowienia

Basia