Ja tam używam słowa "stonka" i powiem więcej: sam też wyglądam jak stonka i prowadzę moją gromadkę wyglądającą jak stonka i mijam po drodze prawdziwą stonkę.

Teraz powiem, co to według mnie prawdziwa stonka. To taki stwór, który, jak nie ma kosza na śmieci, to pozbywa się puszeczki po piweczku, albo papierka po kanapeczce rzucając to byle gdzie, nawet całkiem blisko od siebie. Nawet gdyby był kosz, to po co się trudzić po bohaterskim wyczynie wejścia na Wetlińską. Takie coś wchodzi na górę nie po to, że go to kręci, ale po to, że akurat taka moda i już. A kto mu zabroni? A jak mu się zachce jagódek, to sobie wyrwie parę krzaczków, usiądzie na pniu i będzie jadł. A uszy ma zatkane , bo akurat chce posłuchać metalu, a nie jakiegoś tam mdłego ćwierkania. Ubranie tu raczej nie ma znaczenia. No, to tyle.

Tylko nie mówcie mi, że nie ma stonki...