a ja bym najchętniej zwiał gdzieś daleko. Hałas, chamstwo, niekończące się masy gamoni i innych wymoczków szukających guza (lub rozdających guzy)... a pieczone kartofle to najlepiej smakują w lesie, takie z popiołu....

Zapraszam wszystkich na łęgi dębińskie. Najserdeczniej tych, którzy mają niedosyt po bieszczadzkich aniołach. Tłok w prawdzie mniejszy, ale ogólnie podobnie. No, chyba że by grała Czeremszyna, Lube, czy choćby Melnitsa- to chętnie bym został. Ale przypuszczam ze byłoby nas 4: Bertrand, Polej, Pyra i ja, no, może jeszcze TQT by się pojawił:)