Poranek w pyrlandii był nijaki. I tradycyjnie zaczął się od obfitego śniadania pełnego jajek, majonezu, białych kiełbas, ciast i innych przysmaków. Po tych wszystkich frykasach świątecznych, naszła nas chęć wypadu w plener. Razem z lepszą połową i kudłatym kundlem zaliczyliśmy długi kilku godzinny spacer po pyrlandzkich chaszczach. A i pogoda zaczeła nam sprzyjać im dalej szliśmy w las tym pogoda robiła się piękniejsza. Na każdym kroku widać oznaki budzącej się wiosny. Robi się w przyrodzie coraz bardziej zielono. Jest po prostu pieknie. I jeszcze kilka fotek z wypadu. A jutro lany poniedziałek...


Odpowiedz z cytatem
