Zgodnie z obietnicą piszę kilka słów: zawsze chcieliśmy pojechać w Bieszczady jesienią-kolory. W ubiegłym roku wyjazd nie doszedł do skutku-choroba mojego taty. W tym roku postanowiliśmy pojechać żeby się miało walić i palić.Przed każdym wyjazdem jako że jest nas 11 osób- odprawa tzn. co kto bierze, gdzie będziemy łazić. Wyjechaliśmy bardzo wcześnie o 5 rano pogoda niepewna. Jedziemy na Jeziorka Duszatyńskie. Chcieliśmy tam dojść od strony Komańczy niestety znaki zakazu, i błoto uniemożliwiło nam to. Nie daliśmy za wygraną pojechaliśmy od strony Mikowa i znaną nam trasą z wcześniejszych wypraw ruszyliśmy po torowisku. Pogoda była nadal niepewna, cały czas zbierało się na deszcz.Było ciężko droga strasznie zarośnięta, krzaki, krzaki, i jeszcze raz krzaki ale nie dawaliśmy za wygraną, cały czas mieliśmy przed oczami wspaniałe widoki Jeziorek z poprzedniej wyprawy. Po zejściu z torowiska zaczął padać deszcz. Nie chcieliśmy ryzykować ponieważ droga nawet w czasie suszy jest śliska nie mówiąc jak wygląda w czasie deszczu.Nie było innego wyjścia musieliśmy zawróci.cdn


Odpowiedz z cytatem
ja caly okres edukacji (oprocz studiow) w kazdym roku wyrywalam z 3 tygodnie w miesiacach poza wakacyjnych zeby powloczyc sie z rodzicami po gorkach poza sezonem. Nauczycielki musialy przywyknac po nie mialy innego wyjscia :)