Pokaż wyniki od 1 do 10 z 44

Wątek: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik Awatar _Mursi_
    Na forum od
    06.2007
    Rodem z
    stolica
    Postów
    36

    Domyślnie Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)

    5. Fereczata – Okrąglik – Kurników Beskid – Płasza – Dziurkowiec – Rabia Skała – Paportna – Jawornik.

    Opis tej trasy brzmiał dla nas bardzo zachęcająco, toteż - będąc już odpowiednio rozruszani – zdecydowaliśmy, że najwyższa pora się w nią udać. Słoneczny dzień, wyruszyliśmy czerwonym szlakiem - tuż przy sklepiku spożywczym w Smereku.

    Na początku ciut monotonnie idzie się drogą szutrową, mijając ostatnie zabudowania Smereka. Od samego początku dziwi nas niemal całkowity brak ludzi – totalnie inny świat, niż widzieliśmy dotąd. W końcu docieramy do skraju lasu, stąd nieco wspinaczki w błogim cieniu. Tak docieramy do poprzecznej drogi – podobno niegdyś biegła tędy kolejka wąskotorowa. Skręcamy w lewo, idziemy nią kilka minut, za zakrętem skręcamy w prawo w las, odtąd czeka nas momentami dość strome podejście. Tu wreszcie zaczynam czuć klimat gór... W końcu docieramy do Fereczatej i musimy zrobić sobie mały postój – widoki są tak niesamowite, że wręcz każą nam się zatrzymać! Dopiero tutaj spotykamy dwie osoby – będziemy z nimi jeszcze kilkakrotnie mijać się na szlaku tego dnia. Schodzimy dość ostro w dół. Zaskakuje mnie olbrzymia ilosć jaszczurek, które przy tej pogodzie chętnie wygrzewają się na nasłonecznionej, wyeksponowanej ścieżce. Wprawdzie gdy się zbliżamy, czmychają w trawę, ale kilkakrotnie muszę uważać, by jakiejś nie zdeptać.

    Gdy podchodzimy pod Okrąglik, wydaje mi się, że słyszę rżenie konia. Gdy już niemal jestem pewien, że się przesłyszałem, nagle wyłania się dwóch jeźdźców. Iście westernowy obrazek, od razu przypominają mi się historyjki o bieszczadzkich kowbojach... Idziemy dalej i niebawem docieramy do granicy polsko-słowackiej. Tu rozstajemy się z czerwonym szlakiem i, skręciwszy w lewo, maszerujemy odtąd niebieskim. Po drodze sporo widoków, przede wszystkim jednak idzie się pięknym lasem. Gdy dochodzimy do ostatnich drzew, widzimy jakąś psią budę (skąd się u licha tu wzięła?).

    Wkrótce osiągamy Płaszę, widok stąd jest po prostu bajeczny. Wokół nas olbrzymia połonina, wspaniale widać okoliczne pasma, po słowackiej stronie rozciąga się Národná Prirodná Rezervácia. Błogi spokój i bezludzie – jeśli nie liczyć znajomej pary, z którą znów się mijamy i pozdrawiamy. W końcu wstajemy, po jakimś czasie idziemy przez częściowo zalesiony teren, w końcu dochodzimy do siodełka pod Dziurkowcem. Dopiero tutaj widzimy kilkanaście osób. Pomału daje się nam we znaki zmęczenie, mobilizujemy więc siły i wchodzimy na Dziurkowiec, a niedługo później – na Rabią Skałę. Tu odbijamy zielonym szlakiem w lewo i kierujemy się na Paportną. Znów bardzo ładne przejście, częściowo lasem, częściowo przez malownicze łąki. W pewnym momencie mam złudzenie deja vu – kilka minut temu szliśmy przez niemal identyczny teren... A może to już rzeczywiście zmęczenie?

    W końcu osiągamy Jawornik i odtąd podążamy żółtym szlakiem (druga strona „wczorajszego” żółtego szlaku), by zejść do Starego Sioła. Nie wiem, jak często ktoś tędy chodzi, ale zejście dostarcza nam niemało atrakcji – droga ma olbrzymie koleiny, które po ostatnich deszczach zmieniły się w wielkie fałdy błota. W tej sytuacji wchodzimy do lasu i odtąd idziemy wśród drzew. Co pewien czas drapią nas gałęzie, a z twarzy zdejmujemy pajęczyny. W końcu wychodzimy z lasu i pomału dochodzimy do Sioła, mijając jeszcze po drodze stare tory kolejki wąskotorowej, malutki potoczek oraz gigantycznych rozmiarów kałużę. Stąd maszerujemy już obwodnicą do Smereka, gdzie zamykamy pętlę...

    Piękna trasa, bardzo widokowa i klimatyczna, rzadko uczęszczana przez turystów. To właśnie tego dnia tak na prawdę spodobały mi się Bieszczady

    c.d.n.

    Zdjątka:
    1. Opuszczając ostatnie zabudowania Smereka...
    2 i 3. – Fereczata.
    4. Zabawa w chowanego ;-)
    5 i 6. Podchodząc na Okrąglik...
    7 i 8. Widoki z Płaszy.
    9. Siodełko pod Dziurkowcem.
    10. Widok z Dziurkowca.
    Załączone obrazki Załączone obrazki

  2. #2

    Domyślnie Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)

    Cytat Zamieszczone przez _Mursi_ Zobacz posta
    5. Fereczata – Okrąglik – Kurników Beskid – Płasza – Dziurkowiec – Rabia Skała – Paportna – Jawornik.

    Piękna trasa, bardzo widokowa i klimatyczna, rzadko uczęszczana przez turystów.
    I długa. Ciekaw jestem, ile czasu Wam zajęła.

  3. #3
    Bieszczadnik Awatar _Mursi_
    Na forum od
    06.2007
    Rodem z
    stolica
    Postów
    36

    Domyślnie Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)

    Cytat Zamieszczone przez andrzej627 Zobacz posta
    I długa. Ciekaw jestem, ile czasu Wam zajęła.
    Heh, wyszło tego jakieś dziewięć godzin, ale z tego pewnie godzinę spędziliśmy łącznie na postojach :)
    Jedna z ładniejszych naszych wycieczek w Biesach...

    ================== kontynuuję ===================

    8. POŁONINA CARYŃSKA / Ustrzyki Górne

    O świcie mam wrażenie, że Bacówka zaraz się rozpadnie na drobne kawałki. Nie, tak na prawdę nic złego się nie dzieje, ale któryś z domowników właśnie przeszedł się kilka kroków w sąsiednim pokoju, ktoś inny przekręcił na drugi bok... Słychać każdy ruch i szmer, a cała podłoga trzeszczy jakby zaraz miała się rozpaść. Wieczorem dowiemy się od obsługi, że jak swojego czasu ktoś zaczął szaleć w swoim pokoju, to na dole w kuchni z blatów zaczęły spadać szklanki!

    Tymczasem mój pęcherz przypomina mi, że wczoraj przyjąłem trochę piwa... Próbuję z nim negocjować, ale kiepsko mi to wychodzi – nie ma rady, trzeba zorganizować wyprawę do łazienki, na dół. Po wyjściu z pokoju mijam kilka osób, które śpią w śpiworach na podłodze (gleba rulez). Uregulowawszy swoje rozliczenia z pęcherzem wychodzę przed budynek i obserwuję życie „obozu”, który jest jeszcze pogrążony we śnie i dopiero zaczyna się przebudzać. Jeden z bacówkowych psów – krzyżówka wilczura z malamutem, jeszcze młodziutki, ale już wyrośnięty na olbrzyma, dumnie obiega okolicę – ma tutaj bajeczne warunki. Drugi, stary i już ledwo chodzący, leży w swoim kącie – smutna jest jego historia: został porzucony, przywiązano go do drzewa (!) i pewnie miał tak skończyć - został jednak w porę znaleziony, odwiązany i przygarnięty... Przynajmniej ma trochę spokoju na starość.

    Przed ósmą robi się trochę tłoczniej – amatorzy ciepłej wody pospiesznie zmierzają do łazienki. Ciepła woda jest dostępna od 8:00 i 19:00 do wyczerpania zapasów, praktycznie kończy się po kilkunastu minutach, bo jak sam biorę prysznic 20 minut później, to już nie pozostaje po niej nawet wspomnienie. OK, no problem, hartujemy się, hartujemy... Na śniadanko wciągamy na spółkę porcję naleśników i wkrótce opuszczamy schronisko. Dzisiejszy szlak prowadzi nas przez Połoniną Caryńską do Ustrzyk Górnych.

    Początkowo idziemy do Przełęczy Wyżniańskiej zielonym szlakiem. Zaczyna mżyć drobny deszczyk – czyżby zapowiedź większych opadów? Na przełęczy podbijamy w punkcie kasowym nasze karnety i przechodzimy na drugą stronę obwodnicy, po czym kawałek podchodzimy pod las. Od tego momentu droga robi się stroma, do tego zaczyna coraz bardziej kropić i wkrótce wspinamy się po fałdach błota. Mijamy kilku turystów, jeden z nich żartobliwie mówi, że nam współczuje. U skraju lasu robimy mały postój, próbując przeczekać deszcz. Schodzimy nieco w bok i kucamy pod drzewami. Prosto na nas wychodzi jakaś parka, która najwyraźniej zaniechała wchodzenia po błotnistych „schodach”. Widząc mnie kucającego pod drzewem zaskoczona kobieta głośno przeprasza – ja na to odpowiadam, że to nie jest to, o czym myśli . Wkońcu i my ruszamy, nie ma sensu tutaj tkwić.

    Jeszcze trochę podejścia pod grzbiet. Zaczynamy iść przez mgłę, jest chłodno, deszczowo, błotniście. Ania poślizguje się i wywija pięknego orła, całe szczęście z mięciutkim lądowaniem. Pisałem już, że taki spacer ma jednak swój urok? :) Wkrótce skręcamy w prawo i docieramy do głównego wierzchołka Połoniny – nasz szlak łączy się tutaj ze szlakiem czerwonym, którym odtąd będziemy zmierzać dalej. Silny boczny wiatr wieje mi prosto w ucho – przekrzywiam czapkę, aby je trochę zasłonić :) Mgła nie ustępuje i praktycznie uniemożliwia nam widoki, mało też tego dnia focimy. Idziemy przed siebie, rozstając się po jakimś czasie z zielonym szlakiem i dochodząc w końcu do drzew. Stąd zaczynamy pomału schodzić, momentami ostro w dół, nieustająco błotniście, ogólnie idzie się jednak dobrze, widoczność znacznie poprawia się, a droga wiedzie przez piękny bukowy las.

    Kiedy już jesteśmy całkiem blisko UG, pojawia się przed nami kolejna grupka turystów. Pozdrawiamy się, a jakiś markotny facet, ubrany w spodnie w kancik i pantofelki, rzuca w moim kierunku pytanie:
    - Daleko jeszcze?
    Jestem ciut zaskoczony, przecież najdalej kwadrans temu opuszczał Ustrzyki...
    - Wie pan, to zależy dokąd pan idzie – odpowiadam spoglądając pytająco na jego twarz.
    - No nie wiem... – przebąkuje, i widzę, że rzeczywiście chyba nie ma pojęcia.– Do jakiegoś schroniska?
    - Na Caryńskiej nie ma schroniska – uświadamiam go i zostawiam za sobą.
    Skąd się biorą tacy ludzie? Nie obchodzi ich, dokąd jadą na swój urlop (nie mówiąc już o zaplanowaniu tras), nawet nie wydadzą kilkunastu złotych na dostępną wszędzie mapę, żeby jakoś supportować swoje wędrówki... Podobne spotkania uświadamiają mnie, że jesteśmy na tzw. „popularnym” szlaku.

    My tymczasem docieramy do Ustrzyk i w pobliskim ośrodku fundujemy sobie rozgrzewającą herbatkę. Korzystając z odrobiny cywilizacji robimy niewielkie zakupy spożywcze w „Centrum”, po czym wsiadamy do busa i wracamy do Przełęczy Wyżniańskiej. Stąd maszerujemy do bacówki, żeby ciut wypocząć i spędzić kolejny miły wieczór przy dobiegających nas dźwiękach gitary :)

    C.d.n. :)

    Zdjęcia (tak, jak mówiłem, tego dnia mało ich robiliśmy):

    1. Widoczek na południe podczas marszu do Przełęczy Wyżniańskiej
    2. Połonina Caryńska: mijając się na szlaku...
    3. Krajobraz górski
    4. [po prostu Połonina Caryńska]
    5. Opuszczając połoninę dochodzimy do lasu...
    6 i 7. „Schodzić czy zjechać?”
    8. Home, sweet home ;-)
    Załączone obrazki Załączone obrazki

  4. #4
    Bieszczadnik Awatar _Mursi_
    Na forum od
    06.2007
    Rodem z
    stolica
    Postów
    36

    Domyślnie Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)

    Heh, jeśli ktoś mnie czyta(ł), to wyjaśniam, że pewne sprawy wstrzymały mnie z pisaniem... Ale jestem i kontynuuję – w końcu kiedyś dobrnę do finiszu

    ====================================

    9. Przez Wielką Rawkę na Kremenaros

    Bladym świtem kilku z poznanych „Rawkowiczów” opuszcza bacówkę – niestety, gdy się zbierają, ich odgłosy totalnie nas wybudzają. Trudno, cóż zrobić... Tego dnia jesteśmy niewyspani i nieco śnięci, a energetyczna jajeczniczka tylko trochę dodaje nam sił. Ustalamy więc, że wybierzemy się na Kremenaros – to nie tak daleka wyprawa, ale zawsze trochę pochodzimy – no i koniecznie chcemy zobaczyć styk trzech granic: polskiej, słowackiej i ukraińskiej.

    Najpierw znana już nam droga na Małą Rawkę – tym razem w odwrotnym kierunku, pod górę. Idzie się nam wyśmienicie, a gdy jesteśmy na szczycie, aż dziwimy się, że to już – poprzednio wydawała się nam znacznie dłuższa. Dziś jednak już nie dostrzegamy stąd szczytu Wielkiej Rawki – wszystko wokół spowija mgła. Idziemy bez zatrzymania się, teraz żółtym szlakiem, niewiele widać. W końcu docieramy do grzbietu, a przed nami wyłania się pomału betonowy słup – stary punkt geodezyjny. Strzelamy sobie jakieś fotki i idziemy dalej, mijając urokliwe skałki i dochodząc do szczytu. Tutaj chwila oddechu, i idziemy dalej w prawo - szlakiem niebieskim. Niewiele osób, a wśród tych mijanych napotykamy na dwóch mundurowych ze straży granicznej. Wkrótce dostrzegamy słupy graniczne – nasze i ukraińskie - i od tego momentu idziemy cały czas wzdłuż granicy.

    Jeszcze trochę marszu – i zaczyna się fragment lasu. Obok nas z lewej strony jest on całkowicie wykarczowany – to oczywiście kilkunastometrowej szerokości pas graniczny. Docieramy do siodła, i odtąd znowu wspinamy się w górę. W międzyczasie przejaśnia się i z łatwością spostrzegamy cel naszej podróży. Robię fotkę i kontynuujemy wspinaczkę, mijając się z jakąś liczniejszą grupką skandynawskich podróżnych. Świetna pogoda utrzymuje się do wejścia na szczyt. Tu napotykamy na parkę Polaków oraz jakiegoś samotnego Słowaka, któremu pomagam wyjaśnić, jak ma dotrzeć do Novej Sedlicy. Chwilę później dołącza do nas rodzina Niemców – heh, dość międzynarodowe towarzystwo. Oczywiście obowiązkowo obfotografujemy się przy trójkątnym słupie, po czym decydujemy się na powrót, tą samą drogą.

    Gdy dochodzimy do siodła, w miejscu, w którym ostatnio robiłem zdjęcie obracam się, by jeszcze raz spojrzeć za siebie – tym razem jednak nie mogę już dostrzeć szczytu. Zmienna ta pogoda! Wracamy w morzu mleka i tak docieramy do Małej Rawki. Stąd postanawiamy trochę urozmaicić sobie drogę i zaczynamy szybko zbiegać, wzbudzając u niektórych podróżnych niemałe zdziwienie. Kilka razy o mało co nie kończy się to wywrotką, ale udaje się nam cało dotrzeć na sam dół. Tutaj jeszcze mała niespodzianka – po gałęziach tuż nade mną przebiegają w niesamowitym pościgu dwie wiewiórki, próbuję je sfilmować aparatem, ale jestem zbyt wolny, i już tylko z daleka obserwujemy ich karkołomne harce na drzewie.

    Obok schroniska coraz mniej namiotów, większość osób już stąd wybyła. Przed nami też już ostatnia noc tutaj, jutro przenosimy się w kolejne miejsce. Tymczasem nadchodzi wieczór, jakiś chłodniejszy... Czyli czas na grzańca


    C.d.n.

    Zdjęcia z tego dnia:

    1. Podchodząc pod Wielką Rawkę...
    2. Stary punkt geodezyjny
    3. Szczyt W. Rawki
    4. Przy granicy ukraińskiej
    5. Idąc w kierunku Kremenarosa
    6. Przejaśnia się!
    7. Trzy w jednym
    8. Zbiegając z Małej Rawki
    Załączone obrazki Załączone obrazki

  5. #5
    Bieszczadnik Awatar konrad2
    Na forum od
    10.2006
    Rodem z
    Dąbrowa Górnicza
    Postów
    31

    Domyślnie Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)

    Cytat Zamieszczone przez _Mursi_ Zobacz posta
    5. Fereczata – Okrąglik – Kurników Beskid – Płasza – Dziurkowiec – Rabia Skała – Paportna – Jawornik.

    Gdy podchodzimy pod Okrąglik, wydaje mi się, że słyszę rżenie konia. Gdy już niemal jestem pewien, że się przesłyszałem, nagle wyłania się dwóch jeźdźców. Iście westernowy obrazek, od razu przypominają mi się historyjki o bieszczadzkich kowbojach... Idziemy dalej i niebawem docieramy do granicy polsko-słowackiej. Tu rozstajemy się z czerwonym szlakiem i, skręciwszy w lewo, maszerujemy odtąd niebieskim. Po drodze sporo widoków, przede wszystkim jednak idzie się pięknym lasem. Gdy dochodzimy do ostatnich drzew, widzimy jakąś psią budę (skąd się u licha tu wzięła?).
    Mam akurat zdjęcie tej psiej budy. Czy ktoś wie na ten temat coś więcej?
    Załączone obrazki Załączone obrazki

  6. #6
    Bieszczadnik Awatar _Mursi_
    Na forum od
    06.2007
    Rodem z
    stolica
    Postów
    36

    Domyślnie Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)

    To chyba ta sama :)
    Zważywszy na odległość od najbliższych ludzkich osad – zastanawiające, skąd się tam wzięła...
    Ech, pies ją trącał

    =============================

    10. Wołosate – TARNICA

    O czym to ja wspominałem? Ach, że to już ostatnia noc w Bacówce pod Małą Rawką... Tak, szybko ten czas nam jakoś ucieka... Za to rano czeka mnie niespodzianka – mam pod prysznicem ciepłą wodę! Pierwszy raz, odkąd tu jestem!!! Miłe zaskoczenie na pożegnanie, prawdziwy luskus .

    Coś nam jeszcze zostało z przedwczorajszych zakupów w Ustrzykach, więc klecimy z resztek jakieś skromne śniadanko, po czym oddajemy klucz z urokliwym zajączkiem, żegnając się z miłą obsługą, i idziemy na Przełęcz Wyżniańską. Po drodze mijamy pasące sie stado owiec, całkiem spore. Na przełęczy niemal natychmiast łapiemy busika do Ustrzyk G. i wkrótce jesteśmy przy znanym już sklepie, w którym robimy jakieś drobne zakupki. Szczeście nas nie omija, bo oto przed nami stoi busik do Wołosatego – są jeszcze tylko dwa czy trzy wolne miejsca, które kierowca chce jak najszybciej zapełnić, żeby ruszyć z korzystnym „obłożeniem” swego pojazdu. Tak więc wszyscy radują się wielce na nasze przybycie i ruszamy.

    Ktoś już powiedział, że droga do Wołosatego jest niczym ser szwarcarski. Ale czy nam się gdzieś śpieszy? :) Z resztą kierowca zna tutejsze dziury chyba na pamięć i po mistrzowsku je wymija. Spostrzegamy, że na jego wizytówce widnieje to same nazwisko co naszej ‘nowej’ gospodyni, więc przy wyjściu z pojazdu zapytuję o to. Bingo, okazuje się, że to jej szwagier i od razu dowiadujemy się jak dojść do celu.

    Mijamy sklep, bar i parking, przechodzimy przez mostek na potoku wpadajacym do Wołosatki. Jakoś zacisznie i spokojnie tutaj, od razu przypada mi do gustu klimat tego miejsca – tak blisko z takiej np. Wetliny, a tak inaczej :) Wkrótce dochodzimy do niebieskiego szlaku na Tarnicę i budki biletowej BPN – tuż za nią jest nasza nowa kwatera. Wchodzimy na wiejskie podwórko, frontalny dom należy do gospodarzy, dla gości przeznaczony jest budynek po przeciwległej stronie – prawdopodobnie niegdyś stodoła, dziś – odnowiony, otynkowany przytulny pawilonik z werandą z ławeczkami. Na podwórzu stoją duże ławy ze stołami, z boku stos drewna do porąbania, na którym bawią się młodziutkie kociaki pod czułym okiem płochliwej matki. Sielska miejscówka, bardzo nam się podoba. Za chwilę dostajemy klucz do pokoju – bardzo ‘domowy’, cieszymy się również na własną łazienkę. No, to tyle o miejscówce :)

    Szybciutko ruszamy na Tarnicę, którą obraliśmy sobie za cel dzisiejszej wędrówki. Sympatycznie, że tuż przy samym domu mamy szlak. Podbijamy karnety i idziemy, początkowo drogą wśród rozległych łąk. Widokowo i dobre na rozgrzewkę. W końcu docieramy do tablicy BPN, a po jakimś czasie na polankę, spod której zaczyna się strome podejście wśród lasu. Z uporem maniaka obfotografowuję jakąś nieostrożną jaszczurkę, która wypełzła na środek drogi, po czym rozpoczynamy wspinaczkę po schodkach. Szlak dosyć ruchliwy, co jakiś czas mijamy po kilka osób, ale nie da się tego żadną miarą porównać do tłumów na np. Połoninie Wetlińskej. Trawersujemy wierzchołek Hudów Wierszku i w końcu dochodzimy do drewnianej wiaty, w której robimy sobie króciutki postój. Po raz kolejny przekonuję się, że zwykła woda potrafi niesamowicie smakować.

    Podnosimy się i idziemy dalej – początkowo jeszcze płasko, bardzo ładnym lasem z dużym prześwitem, potem nieco pod górkę, a w końcu zaczyna się znacznie stromiej – tak dochodzimy do grzbietu z bardzo widokową polanką. Postój, kilka zdjęć, po czym skręcamy w prawo i wśród pięknej buczyny rozpoczynamy krótkie, strome podejście w górę. W końcu wychodzimy na skraj lasu i naszym oczom ukazuje się droga wiodąca wprost na Przełęcz Krygowskiego, a po prawej stronie – Tarnica. Jednak trochę musimy jeszcze pomaszerować, aby dojść do przełęczy – nasze wysiłki zostają za to nagrodzone pięknymi widokami i co jakiś czas przystajemy, aby porozglądać się wokół. Oto jedno z takich ujęć:
    http://pl.youtube.com/watch?v=oMetpXEUQBg

    Na przełęczy odbijamy żółtym szlakiem w prawo i już minuty dzielą nas od wejścia na najwyższy szczyt polskich Bieszczadów. Gdy docieramy na miejsce, dziwi nas duża liczba osób, których wcześniej zupełnie nie było widać. Znajdujemy sobie odosobnione miejsce i siadamy, wpatrując się w okolicę i łapczywie biorąc po kilka łyków wody... Wracamy tą samą drogą - jesteśmy zbyt zmęczeni, by dzisiaj robić pętelkę.

    Po dotarciu do Wołosatego kierujemy się do sklepu i położonego za nim baru. Fundujemy sobie po jakiejś solidniejszej porcji żarełka i chłodnym piwie, które smakuje wprost nieziemsko. Wracamy do domku i jeszcze pod wieczór wylegamy na podwórko, by usiąść sobie przy ławie przy kilku piwach i postudiować mapę. Wkrótce poznajemy sympatycznego sąsiada, z którym przez jakiś czas miło sobie gaworzymy. W końcu ściemnia się, więc podnosimy się i udajemy na spoczynek. Niedaleko na północ od nas zaczyna grzmieć – jestem przekonany, że przez Ustrzyki właśnie przechodzi burza... Kątem oka dostrzegam jeszcze innych sąsiadów, którzy chyba właśnie wracają z baru. Musieli sobie nieźle dać w palnik, kobietą tak zarzuca na boki, że pewnie robi potrójną drogę . Ech, kanikuły ;-)

    Zdjęcia:
    1. Opuszczamy Bacówkę - w drodze do Przełęczy Wyżniańskiej
    2-9. W drodze na Tarnicę
    10. Widok z Tarnicy...
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez _Mursi_ ; 29-10-2007 o 07:59

  7. #7
    Bieszczadnik Awatar _Mursi_
    Na forum od
    06.2007
    Rodem z
    stolica
    Postów
    36

    Domyślnie Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)

    11. Wołosate – Przełęcz Bukowska – Rozsypaniec – Halicz – Kopa Bukowska – Przełęcz Goprowców – Przełęcz Krygowskiego – Wołosate

    ... a ta burza jednak dotarła do nas, w środku nocy... Dziwne, bo w sumie masa czasu upłynęła od momentu, jak ją widzieliśmy gdzieś nad Ustrzykami... Błyskało co moment, grzmiało niemiłosiernie... Obudziłem się niewyspany, w dodatku żołądek wywinięty na drugą stronę – cholera, to chyba to wczorajsze żarło z baru – nie będę jednak wysuwał oskarżeń, pewności wszak nie mam... Poczułem się jednak dość nieswojo, zamarzyłem o jakimś leniwym dniu w domku... i na przekór sobie postanowiłem, że dzisiaj kręcimy pętlę przez Przełęcz Bukowską .

    Dość długi kawałek szliśmy drogą, którą wiódł nas nasz stary znajomy - główny szlak beskidzki. Śmieszne: w sumie tak często się z nim spotykaliśmy w Gorcach czy Beskidzie Sądeckim i Niskim, a teraz jego kres mamy tuż przy samym domu... Minęliśmy wszystkie zabudowania Wołosatego i dotarliśmy do rozstaju dróg przy wiatce – w prawo wiedzie droga do przejścia granicznego z Ukrainą, a następnie do Łubni – niestety (albo i stety) niedostępna dla ruchu pieszego. My odbiliśmy w lewo, by po jakimś czasie wejść na teren BPN.

    Mała przygoda: myślałem, że tu będzie jakaś budka – punkt kasowy, gdzie będziemy mogli podbić nasze karnety. Tymczasem zaczepiło nas dwóch strażników i zaczęli marudzić, że brakuje nam dzisiejszych stempli. Wytłumaczyliśmy, że zapłaciliśmy za karnety właśnie po to, by robić z nich użytek, natomiast nie jest naszą winą, że nie ma ich kto podbić. Nie wiem, może i przegapiłem jakąś informację, że trzeba tego dokonać przy „niebieskim”, ale mam wrażenie, że po prostu chcieli wziąć w łapę... Jeśli tak, to bardzo źle trafili . Skończyło się na tym, że sami zrobili wpis - długopisem. Dalej już poszło bez przygód, minęliśmy mostek na Wołosatce i równą, acz cały czas lekko pochyłą drogą, dotarliśmy do Przełęczy Bukowskiej. Niestety, tego dnia czułem się fatalnie i to łagodne podejście bardziej mnie umęczyło niż niejedna górska trasa...

    Po króciutkim postoju ruszyliśmy, by odtąd piękną połoniną iść w stronę Rozsypańca. Prezentuje się bardzo malowniczo, a widoki stąd - wspaniałe. Wkrótce rozpoczęliśmy marsz w dół, by za chwilę ponownie się wspinać – tym razem na szczyt Halicza. Mały postój, podczas którego czuję, że mam gorączkę... No nic, co mnie nie zabije, to mnie wzmocni . Stąd pięknie widać dalszą drogę, którą wnet zmierzamy i trawersujemy Kopę Bukowską. Na szlaku mijamy coraz więcej ludzi – widać, że jest to dość uczęszczana trasa. W końcu idziemy zboczem Krzemienia, który majestatycznie wznosi się po prawej stronie. Kusząco brzmi możliwość wędrówki na Bukowe Berdo, ale odpuszczamy sobie ten temat i na Przełęczy Goprowców odbijamy w lewo. Tutaj mozolnie gramolimy się w górę, by w końcu dotrzeć do Przełęczy Krygowskiego. Stąd, po zasłużonym odpoczynku, wracamy do Wołosatego znaną z wczorajszego dnia trasą.

    Wieczorem zasiadamy na podwórku, wkrótce dołącza do nas nasz wczorajszy rozmówca wraz ze swoją sympatią, i w czwórkę długo sobie gawędzimy o tym i owym :) (Ola, Janusz, to była jedna z pyszniejszych kaw, jakie piliśmy – pozdrawiamy Was i gród Kraka, który lada dzień pewnie odwiedzimy).

    Za nami bajecznie widokowy dzień! A przed nami trochę odmienny – ale o tym już następnym razem ;-).

    Foteczki z tego dnia (dziś same widoki):
    Załączone obrazki Załączone obrazki

  8. #8
    Bieszczadnik
    Na forum od
    08.2006
    Postów
    59

    Domyślnie Odp: Bieszczady 2007 - relacja jedna z wielu ;-)

    Relacje bardzo fajnie napisane, czyta się naprawdę przyjemnie.
    Mam pytanie dotyczące krzyża na Haliczu. Jak tam byłeś to zwróciłeś uwagę, czy na krzyżu jest figurka Jezusa ? Ja będąc w październiku zauważyłem jej brak. W październiku roku ubiegłego jeszcze była.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 54
    Ostatni post / autor: 22-12-2008, 07:27
  2. Bieszczady - jesień 2007
    Przez dorota z krakowa w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 89
    Ostatni post / autor: 03-12-2007, 11:56
  3. Bieszczady Lato 2007
    Przez arizona w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 29-11-2007, 14:23
  4. bieszczady 18-19 sierpnia 2007 [foto]
    Przez phantom22 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 28-08-2007, 00:53
  5. Ze Szczecina w Bieszczady w tą niedziele 05.08.2007
    Przez palvch w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 12
    Ostatni post / autor: 02-08-2007, 22:39

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •