"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Hehe, no jak startować, to najlepiej od samego początku![]()
Dziękuję za Wasze pochlebne opinie :) - sam mam niemały fun spisując teraz to wszystko, jeszcze raz się to wszystko na swój sposób przeżywa... :)
A z tymi busami - fakt, mogliśmy lepiej rozwiązać sprawę. No, ale najważniejsze, że dojechaliśmy. I właśnie rozpoczyna się pierwszy dzień pobytu:
======================================
3. SMEREK / POŁONINA WETLIŃSKA cz. 1
Poranek - jak to poranek :) - ograniczę się więc tylko do stwierdzenia, że nasza gospodyni - poza tym, że jest niezwykle sympatyczną osobą - serwuje również wyśmienite śniadanka. Aż z trudem udaje mi się opamiętać – w końcu jednak dociera do mnie świadomość, że później trzeba będzie to wszystko ze sobą nosić ;-).
Pamiętając poprzednie wyjazdy, gdy po pierwszych dniach w górach człek poruszał się niczym hollywoodzki zombie, decydujemy się wziąć „na rozgrzewkę” lżejszą traskę – niech będzie Smerek. Idziemy piechotą do Kalnicy i skręcamy w prawo, mijając most na Wetlinie. Nieopodal jest parking i budka PTTK z kasą, stajemy w kolejce po bilety na wejście do BPN (przy okazji, i wyłącznie na zasadzie ciekawostki: chyba pierwszy raz w życiu muszę kupić bilety, by pochodzić po górach). Sporo samochodów – i sporo ludzi. Gdy jestem przy okienku, do kobiety przede mną podbiega dwudziestoletnia na oko córa.
- Mamo, jak się nazywa to coś, gdzie wchodzimy?
OK, wiem - czepiam się, ale zawsze mnie śmieszą takie dialogi. Nieważne. Odbieram bilety i czym prędzej śmigamy przed siebie. Idzie się dobrze, momentami jest trochę ostrzej pod górkę (heh, no i znów się człowiek odzwyczaił od tych „nierówności”), ale później są bardziej płaskie fragmenty, na których wyrównujemy oddech. Nie jest tragicznie, zważywszy na wielomiesięczną przerwę. Mijamy tablicę BPN, robimy kilka fotek. W końcu wychodzimy z lasu i docieramy do połonin – krótki postój, nieskrywany zachwyt widokami, kolejne fotki. Znów trochę płaskiego, a później nieco strome, widokowe wejście na Smerek.
Na szczycie sporo osób, ale bez problemu znajdujemy sobie miejsce nieopodal krzyża, siadamy, rozglądamy się wokół, znów fotki... W końcu ruszamy w stronę Przełęczy Orłowicza. Po drodze mijamy masę ludzi, formujących niekończący się sznur... Momentami czuję się jak na jakiejś promenadzie. Są w najróżniejszym wieku, niemal wszyscy z uśmiechem odkłaniają się, tak więc tłoczno - ale i miło. Z pewną ciekawością przyglądam się im – cały przegląd turystyczno-górskiego ubioru i ekwipunku, wiele osób maszeruje z kijkami. Niekiedy zdarzają się kreacje bardziej plażowe (klapeczki), dostrzegam nawet jakąś bardziej... wieczorową? Ha!
Na Przełęczy odbijamy żółtym szlakiem w prawo i schodzimy do Starego Sioła. W połowie drogi nagle zaczyna lać – wkrótce na tyle obficie, że musimy się skryć. Odnajduję jakieś drzewo, którego pień pochylony jest niemal 45 stopni w stosunku do podłoża – stajemy pod nim, odpowiednio nachyleni. Śmiesznie musimy wyglądać, ale odtąd prawie nic już na nas nie kapie. Gdy się przejaśnia, ruszamy dalej. Wydeptana ścieżka zmieniła się tymczasem w pasmo błota, podczas próby wykonania jakiegoś przeskoku nagle sunę po nim, daremnie próbując się zatrzymać. Cudem udaje mi się zachować równowagę i – uff - kończę tylko z zabrudzoną ręką – drobna podpórka. Schodzimy do Sioła i robimy sobie jeszcze spacerek do Wetliny, tam wcinamy conieco, wracamy do naszego domostwa...
Pierwszy dzień za nami... Jestem trochę zszokowany ilością osób na szlaku, chyba nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałem (może Tatry albo Małe Pieniny)... No, ale w końcu to chyba najbardziej popularny szlak w Biesach... Jeszcze czeka nas wieczorna posiadówka na dworzu, gdzie przy schłodzonym piwku wpatrujemy się w coraz mniej widoczne zarysy gór... Pięknie!
Dosiada się do nas sąsiad z pokoju obok, przemiły człowiek (jeśli to czytasz, Rafale, serdecznie pozdrawiamy!) - milutko gaworzymy sobie, w końcu rozstajemy się – czas spać.
Ciąg dalszy – wiadomo ;-)
A poniżej garstka zdjęć z tego dnia :)
Serdeczności,
Mursi
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)