Fajnie sie czyta czekam na cd. Może też coś napiszę tydzień temu wróciliśmy z Biesów, brak słów do opisania kolorów. Muszę się tylko zebrać to może też coś skrobnę.
Fajnie sie czyta czekam na cd. Może też coś napiszę tydzień temu wróciliśmy z Biesów, brak słów do opisania kolorów. Muszę się tylko zebrać to może też coś skrobnę.
Jak tylko znajdziesz czas, napisz coś i wrzuć jakieś fotki :) Jesienią góry są piękne, choć akurat w samych Bieszczadach o tej porze roku nie byłem. Nasze zdjęcia pochodzą z drugiej połowy sierpnia.
==================================
4. CHATKA PUCHATKA / POŁONINA WETLIŃSKA cz. 2
Są czy nie ma? Chodzi oczywiście o zakwasy... No więc... nie maTo jeszcze bardziej poprawia nasze dobre samopoczucie :)
Co dzisiaj? Postanawiamy domknąć Połoninę Wetlińską z drugiej strony i jedziemy busem do Berehów Górnych. Ciekawa droga – na koniec niezła serpentynka. Po wyjściu z busu i kupnie biletów kierujemy się jednak najpierw na Połoninę Caryńską, by po przejściu jakiś stu metrów zobaczyć po lewej stronie miejsce po starej cerkwi i cmentarz. Zawracamy i wkrótce rozpoczynamy podejście pod Hasiakową Skałę.
Początkowo milutki spacerek, później ostrzej, niekończący się ciąg stromych schodów... Raz po raz podziwiamy widoki, w końcu dochodzimy na grzbiet i niemal jak za dotknięciem różdżki nagle otacza nas mgła. Mleko, ktoś rozlał wokół nas hektolitry mleka, a my pływamy w środku tego morza... Widoczność spada nawet do kilku metrów, do tego zaczyna ostro zacinać deszcz. Szybkim krokiem docieramy do Chatki Puchatka i wchodzimy do środka – czas na gorącą herbatę i energetycznego batonika :). Ale w środku taki tłum, że ledwo można się poruszać. Wypijamy ciepły płyn i wychodzimy przed budynek. Pogoda ta sama co przedtem, no, może trochę więcej pada i jest jeszcze bardziej mgliście :) Obok stoi kilka osób, ciskają przed siebie niedopałki – widać, że deszcz zniechęca ich do podejścia do pobliskiego kosza...Bydełko, smutne to...
Ruszamy, idzie się ciężko – chłodno, ciągle pada, cały czas ślizgamy się po błotnistej dróżce, a do tego niewiele widać. Raz na jakiś czas ktoś idzie z naprzeciwka – o wiele wcześniej słyszymy szelest jego peleryny, niż możemy go ujrzeć. Mimo wszystko jest w tym marszu jakiś niesamowity nastrój - w końcu, dzięki warunkom pogodowym, mamy trochę bardziej samotny spacer, a góry pokazują nam, że żyją, że bywają surowe, że wymagają... Przesadzam? No, może takMijamy Roha, Hnatowe Berdo...
Gdy pojawiają się pierwsze drzewa, mgła nieco ustępuje. Stąd już niedaleko do Przełęczy Orłowicza. Docieramy do niej mniej więcej w półtorej godziny po opuszczeniu Chatki Puchatka – i w tym momencie wraca niemal pełna widoczność. Wracamy znanym już z poprzedniego dnia żółtym szlakiem, a następnie wstępujemy do „Chaty Wędrowca”. Jedliście tutejsze naleśniki? Pyszota!
Drugi miły dzień za nami, przed nami jeszcze tradycyjny już wieczór w ogródku :)
Zdołaliśmy się rozruszać i obiecujemy sobie, że kolejna trasa będzie dłuższa i niekoniecznie tak uczęszczana.
c.d.n.
Zdjęcióweczki:
1. Nieopodal Berehów Górnych...
2. Dochodząc do grzbietu Połoniny Wetlińskiej – coraz więcej mgły.
3. Chatka Puchatka. Słowo daję, że mój aparat więcej wtedy widział niż ja.
4. Dochodząc do Przełęczy Orłowicza – w końcu się przejaśnia.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)