7. DZIAŁ / Bacówka pod Małą Rawką
Zapewne znacie to uczucie, gdy przyzwyczaiwszy się do nowo poznanych okolic, polubiwszy spotkanych ludzi, człek musi się nagle żegnać... Właśnie teraz, gdy opuszczamy Smerek, zaczyna się ono nasilać – w pewnym momencie zadaję sobie nawet pytanie, czy dobrze robimy, że opuszczamy tak miodliwą miejscówkę... Ale przecież nastrojom tym towarzyszy także ciekawość nowych tras, nieznanych jeszcze miejsc, nieodkrytego (no, nie przesadzajmy, po prostu PRZEZ NAS nieodkrytego). Taaak, trzeba ruszać!
Żegnamy się z gospodarzami. Pani Małgorzata zachęca nas, żebyśmy jeszcze kiedyś przyjechali. Jej mąż, przesympatyczny i przezabawny człowiek, opowiada o planach inwestycyjnych. I dobrze, wiedząc, jak potrafią zadbać o turystę (a jednocześnie zaufać gościom i zapewnić im dużą dawkę swobody) wiem, że to właśnie tacy ludzie powinni prowadzić agroturystykę. Szczerze życzę im dalszego rozwoju i zadowalających zysków.
A w naszych planach przejście przez Dział i dotarcie do schroniska pod Małą Rawką. Na przystanku łapiemy busa do Wetliny. Mówię kierowcy, że chcemy wysiąść w Wetlinie – Zabrodziu (tako rzecze moja mapa) - on na to, że nigdy nie słyszał o żadnym „Zabrodziu”Zrezygnowany macham ręką, ostatecznie wysiadamy nieco za Wetliną i niewielki kawałek dochodzimy szosą do zielonego szlaku. Podchodzimy do punktu biletowego, gdzie niewielki pupil kasjerki (pies) bezskutecznie usiłuje mnie zjeść (mam farta – w przeciwieństwie do jakiegoś turysty, któremu na moich oczach pożera... bilet!), ja zaś tym razem decyduję się na karnety – chyba będą wygodniejsze. Chwilę później jesteśmy na szlaku.
Na początku idziemy lasem, ale dość szybko trasa wiedzie nas ostro w górę i mamy nieco wspinaczki – kończy się wejściem na grzbiet pasma. Odtąd idziemy niemal spacerowo niezwykle malowniczą trasą, mijając po drodze liczne polany pokryte borówczyskami, to znów fragmentarycznie idąc przez odcinki lasu. Świetna pogoda odkrywa przed nami nowe widoki, po drodze mijamy nielicznych turystów – część wymija się z nami, część nadchodzi zna przeciwka. Na ścieżce znów natrafiamy na niezliczone ilości jaszczurek wygrzewających się na słońcu... Piękna trasa, z resztą z pewnością doskonale znana większości Forumowiczów :)
Na Małej Rawce robimy sobie krótki postój, po czym rozpoczynamy marsz w dół. Przyznam, że nie sądziłem, że aż tyle schodzi się do schroniska. Na tym odcinku jest też najwięcej turystów, którzy z Przełęczy Wyżniańskiej wchodzą na Rawki – momentami całe pielgrzymki. W końcu wychodzimy z lasu i wkrótce naszym oczom ukazuje się schronisko PTTK - Bacówka pod Małą Rawką.
Sporo ludzi, częściowo „przychodnych”, ale i niemało mieszkańców. Nieopodal budynku stoi rozbitych kilkanaście namiotów, ludziska siedzą na ławkach, wesoło sobie gaworzą, popijaja piwo, integrują się. Od razu udziela nam się ten nastrój, ale wpierw idziemy się zameldować. Dostajemy pokoik na drugim piętrze, do którego klucz zdobi sympatyczny, blaszany zajączek – budzi w nas ogromną wesołosć :) Obsługa bardzo sympatyczna (pozdrowienia!), a do tego serwuje przepyszne posiłki, o czym możemy się przekonać zamawiając wkrótce grule z bundzem i placki. Zwyczaj wywoływania klientów po imieniu, gdy posiłki są gotowe do odbioru, stwarza fajny, rodzinny klimacik...
Później jeszcze kąpiel w sanitariacie na dole, w niemal lodowatej wodzie... Heh, trochę człek nie przyzwyczajony do takiej temperatury, ale przy odpowiedniej auto-motywacji można wziąć „pełen” prysznic – potwierdzam. Pod sam wieczór jeszcze jeden przysmak – naleśniki z borówkami – i zasiadamy przy piwie. Poznajemy kilku sąsiadów, tocząc z nimi dyskusje o górach i nie tylko... I, kurcze, coraz lepszy wydaje się ten świeżutki Leżajsk...
. Gdy robi się na prawdę późno, w niemal śpiewnym nastroju idziemy spać... :)
C.d.n.
Zdjęciówki:
1 do 5. – Dział,
6. Na Małej Rawce.
7. Schodząc z M. Rawki w kierunku schroniska.
8. Dochodzimy do Bacówki.
9. Widok sprzed schroniska na Połoninę Caryńską.
10. Nasz zajączek :)


Odpowiedz z cytatem