11. Wołosate – Przełęcz Bukowska – Rozsypaniec – Halicz – Kopa Bukowska – Przełęcz Goprowców – Przełęcz Krygowskiego – Wołosate
... a ta burza jednak dotarła do nas, w środku nocy... Dziwne, bo w sumie masa czasu upłynęła od momentu, jak ją widzieliśmy gdzieś nad Ustrzykami... Błyskało co moment, grzmiało niemiłosiernie... Obudziłem się niewyspany, w dodatku żołądek wywinięty na drugą stronę – cholera, to chyba to wczorajsze żarło z baru – nie będę jednak wysuwał oskarżeń, pewności wszak nie mam... Poczułem się jednak dość nieswojo, zamarzyłem o jakimś leniwym dniu w domku... i na przekór sobie postanowiłem, że dzisiaj kręcimy pętlę przez Przełęcz Bukowską.
Dość długi kawałek szliśmy drogą, którą wiódł nas nasz stary znajomy - główny szlak beskidzki. Śmieszne: w sumie tak często się z nim spotykaliśmy w Gorcach czy Beskidzie Sądeckim i Niskim, a teraz jego kres mamy tuż przy samym domu... Minęliśmy wszystkie zabudowania Wołosatego i dotarliśmy do rozstaju dróg przy wiatce – w prawo wiedzie droga do przejścia granicznego z Ukrainą, a następnie do Łubni – niestety (albo i stety) niedostępna dla ruchu pieszego. My odbiliśmy w lewo, by po jakimś czasie wejść na teren BPN.
Mała przygoda: myślałem, że tu będzie jakaś budka – punkt kasowy, gdzie będziemy mogli podbić nasze karnety. Tymczasem zaczepiło nas dwóch strażników i zaczęli marudzić, że brakuje nam dzisiejszych stempli. Wytłumaczyliśmy, że zapłaciliśmy za karnety właśnie po to, by robić z nich użytek, natomiast nie jest naszą winą, że nie ma ich kto podbić. Nie wiem, może i przegapiłem jakąś informację, że trzeba tego dokonać przy „niebieskim”, ale mam wrażenie, że po prostu chcieli wziąć w łapę... Jeśli tak, to bardzo źle trafili. Skończyło się na tym, że sami zrobili wpis - długopisem. Dalej już poszło bez przygód, minęliśmy mostek na Wołosatce i równą, acz cały czas lekko pochyłą drogą, dotarliśmy do Przełęczy Bukowskiej. Niestety, tego dnia czułem się fatalnie i to łagodne podejście bardziej mnie umęczyło niż niejedna górska trasa...
Po króciutkim postoju ruszyliśmy, by odtąd piękną połoniną iść w stronę Rozsypańca. Prezentuje się bardzo malowniczo, a widoki stąd - wspaniałe. Wkrótce rozpoczęliśmy marsz w dół, by za chwilę ponownie się wspinać – tym razem na szczyt Halicza. Mały postój, podczas którego czuję, że mam gorączkę... No nic, co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Stąd pięknie widać dalszą drogę, którą wnet zmierzamy i trawersujemy Kopę Bukowską. Na szlaku mijamy coraz więcej ludzi – widać, że jest to dość uczęszczana trasa. W końcu idziemy zboczem Krzemienia, który majestatycznie wznosi się po prawej stronie. Kusząco brzmi możliwość wędrówki na Bukowe Berdo, ale odpuszczamy sobie ten temat i na Przełęczy Goprowców odbijamy w lewo. Tutaj mozolnie gramolimy się w górę, by w końcu dotrzeć do Przełęczy Krygowskiego. Stąd, po zasłużonym odpoczynku, wracamy do Wołosatego znaną z wczorajszego dnia trasą.
Wieczorem zasiadamy na podwórku, wkrótce dołącza do nas nasz wczorajszy rozmówca wraz ze swoją sympatią, i w czwórkę długo sobie gawędzimy o tym i owym :) (Ola, Janusz, to była jedna z pyszniejszych kaw, jakie piliśmy– pozdrawiamy Was i gród Kraka, który lada dzień pewnie odwiedzimy).
Za nami bajecznie widokowy dzień! A przed nami trochę odmienny – ale o tym już następnym razem ;-).
Foteczki z tego dnia (dziś same widoki):


Odpowiedz z cytatem