Pokaż wyniki od 1 do 10 z 55

Wątek: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.

    14. września. Urocze bieszczadzkie błoto, które wolę od stołecznych deptaków

    Trzy dni siedzenia na d... (co z tego, że w samochodzie) sprawiły, iż poprawę pogody powitaliśmy z „młodzieńczym” entuzjazmem.
    Idziemy !!! Ale gdzie, pytają mnie Gosia, Ania i Adam, jako że zdają się na mnie jako stałego, bieszczadzkiego bywalca.
    Analizuję więc mapę z mądrą miną, ale tak naprawdę to zastanawiam się nad pogodą (czy się znów nie zmieni na gorszą) oraz nad stanem bieszczadzkich dróg i ścieżek po niedawnych opadach. Z ukosa również zerkam na obuwie kompanów wycieczki. Buty żony osobiście zaimpregnowałem collonilem, więc jeżeli nie wejdzie po kostki do jakiejś kałuży czy rzeczki, to powinna wrócić suchą nogą. Obuwie Adama nieco mnie niepokoi, o adidasach Ani nie wspominając. Ale zapewnili mnie, że także je zaimpregnowali sprayem zakupionym w warszawskim Decathlonie (tuż obok CH Reduta na Ochocie). No to w drogę.

    Najpierw, dla zachęty i na rozgrzewkę, łagodny początek. Z Sękowca poszliśmy stokówką (wiodącą pod Otrytem) do Chmiela, końca wsi. Potem przeszliśmy przez cały Chmiel, aż do sklepu przy szosie. Wypiliśmy piwo i wtedy zaproponowałem ciąg dalszy (trasy, a nie piwa.). Wybrana trasa wymagała prawie natychmiastowego wyruszenia spod sklepu, aby się nie spóźnić na autobus.
    Przeszliśmy bardzo szybkim krokiem 3 km szosą do przystanku PKS Dwernik Skrzyżowanie, skąd mieliśmy (przed godz. 14-tą, dokładnie nie pamiętam) autobus do Nasicznego. I pojechaliśmy tymże autobusem do tegoż Nasicznego.

    W Nasicznem usiedliśmy sobie przy drodze na jakichś pociętych balach i oddaliśmy się rozpasanej konsumpcji kanapek i piwa (mieliśmy je z sobą, w Nasicznem nic się nie kupi).
    W czasie spożywania posiłku patrzyliśmy na błękitne, prawie bezchmurne niebo, na szybujące po nim drapieżne ptaki i było nam tak dobrze. A jak dobrze, to może wiedzieć tylko ten, kto nałogowo bywa w Bieszczadach. Duchu Przeszłości, mam rację ?

    A następnie - zaczęło się. Poszliśmy leśną ścieżką prowadzącą z Nasicznego pomiędzy Dwernikiem Kamieniem (Holicą) a Magurą Nasiczańską aż do bitej drogi (wiodącej z Zatwarnicy). Na mapie Compassu z tego roku wzdłuż tej ścieżki oznaczono koński szlak, co jest wierutną bzdurą, gdyż ani jednego znaku „końskiego szlaku” tam nie ma. Na mapie Compassu Magura Nasiczańska nazywa się też inaczej, a mianowicie Jawornik. I komu tu wierzyć: Wojciechowi Krukarowi czy zespołowi Compassu ?

    Przejście tą ścieżką nie powinno być trudne. Prowadzi ona przez przełęcz (a dokładnie, tuż obok przełęczy) pomiędzy Dwernikiem Kamieniem (Holicą) a Magurą Nasiczańską (Jawornikiem). Nachylenie terenu nie jest duże, prawie cały czas wędruje się puszczą bieszczadzką.
    No, ale niedawno było kilka dni ulewnych. Poza tym ową ścieżką ściągane i zwożone są ścięte drzewa. Przy użyciu tzw. ciężkiego sprzętu transportowego. W równaniu bieszczadzkim suma tych dwóch składników oznacza błoto po kolana (a czasami powyżej kolan).
    Zgadza się. O ile pierwsza połowa tego odcinka naszej drogi, tj. z Nasicznego do przełęczy, była niezbyt trudna do przejścia, to już druga połowa (aż do bitej drogi z Zatwarnicy) oznaczała walkę z błotnym żywiołem. Ja osobiście umiem chodzić po bieszczadzkim błocie (ponad 20 lat praktyki !) i zawsze stąpnę tam, gdzie nie zagłębię się powyżej kostek. W butach mam wszyte języki, a ponadto liczę na niezawodność zastosowanego impregnatu. Poprosiłem więc rozpaczającą żonę, aby przestała biadolić i uciekać gdzieś na ściany błotnego wąwozu, a po prostu szła tuż za mną, dokładnie po moich śladach. I zdało to egzamin, chociaż niekiedy słyszałem za sobą jej popiskiwanie. Adaś z Anią początkowo próbowali iść lasem równolegle do wąwozu, w którym znajdowała się nasza ścieżka, lecz wkrótce stało się to, z uwagi na leśny gąszcz, wręcz niemożliwe. W końcu też poszli za nami. I wreszcie doszliśmy do tęsknie wyglądanej bitej drogi, pokonując jeszcze tuż przed nią mały strumyczek.

    Oczywiście nie był to koniec dzisiejszej wycieczki, czekało nas jeszcze przejście kilku kilometrów do Zatwarnicy (obok wodospadu nad Hylatym), a stamtąd do Sękowca. Ale był już to przyjemny spacerek.

    15 września. Do południa znów deszcz i zimno

    Adam, lekko przeziębiony pozostał w domku, a ja z Gosią i Anią pojechałem do Lutowisk i Czarnej po zakupy, w tym do apteki. Po południu Ania kurowała Adama, a ja z Małgosią poszedłem na „wycieczkę” - do Zatwarnicy i z powrotem. W tamtejszym hotelu wypiliśmy kawę (ja) i piwo (Gosia).

    Tego dnia odnotowałem również przyjazd Darka, Pawła i Piskala (tak się każe nazywać), którzy jeszcze nieraz wystąpią w tej relacji. Darka i Pawła znam z widzenia, gdyż co rok spotykamy się w Sękowcu. Darek jest niepoprawnym optymistą i nieuleczalnym romantykiem, ponieważ co rok przyjeżdża w Bieszczady, aby tu ... poznać kobietę. Tak jakby nie było ich w Warszawie, gdzie mieszka. A zresztą poznał już kobietę w Bieszczadach. Imienia nie wymienię. Dała mu do zrozumienia, iż nie byłby bez szans. I co ? I nic.
    Piskal z kolei pochodzi z Torunia i świetnie gotuje. Darek i Paweł wykorzystują go w roli kucharza. Wszyscy trzej zamieszkali w domku nr 1, w którym dwa razy będę jadł zakrapianą bieszczadzką obiadokolację (w następnych odcinkach).
    CDN
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar Piotr
    Na forum od
    09.2002
    Postów
    2,605

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    A następnie - zaczęło się. Poszliśmy leśną ścieżką prowadzącą z Nasicznego pomiędzy Dwernikiem Kamieniem (Holicą) a Magurą Nasiczańską aż do bitej drogi (wiodącej z Zatwarnicy). Na mapie Compassu z tego roku wzdłuż tej ścieżki oznaczono koński szlak, co jest wierutną bzdurą, gdyż ani jednego znaku „końskiego szlaku” tam nie ma. Na mapie Compassu Magura Nasiczańska nazywa się też inaczej, a mianowicie Jawornik. I komu tu wierzyć: Wojciechowi Krukarowi czy zespołowi Compassu ?
    Moim skromnym zdaniem mącisz i jeszcze jesteś malkontent

    Po pierwsze: ten szlak konny istnieje, nieważne czy są znaki czy nie ma (może jest mało uczęszczany, może nie zauważyłeś, może deszcz zmył ) . Tu poczytaj, etap II: http://www.gtj.pttk.pl/p_10_szlaki_bieszczadzki.html mówi dokładnie o szlaku konnym od stokówki w Zatwarnicy (tej od wodospadu) do leśniczówki w Nasicznem (tam na zakręcie on odchodzi, wiesz gdzie), przez przełęcz 825 (Prislip) między Jawornikiem a Dwernikiem-Kamieniem. Znaczy ktoś jeździ, tak?

    Po drugie: jak nie wiesz komu wierzyć, to sprawdź sobie w innych źródłach. Na innych mapach jest Jawornik. Mają źle? Ok. To sprawdź sobie w Rewaszu - jest Jawornik. Też źle? To może w BOSZu. Też Jawornik? Porównywanie innych map z "Krukarową" nie ma sensu - bo to inne mapy. Dopiero co gdzieś czytałem że koledzy po fachu p. Krukara też już mają trochę dość tego że mapa ta jest nieoznaczona jako nazewnicza i w związku z tym na innych mapach, folderach, przewodnikach, etc. są inne nazwy a tam inne i one (przewodniki) czasem wychodzą na durniów przed turystami, bo co innego mówią a co innego delikwent pokazuje im na mapie. Dobrze wiesz że nie zgadzają się dziesiątki nazw (grube dziesiątki). To nie znaczy ze któraś z tych map jest zła (albo żę którejś trzeba wierzyć a którejś nie), tylko znaczy że są to różne pozycje wydawnicze - błędnie klasyfikowane do jednej grupy. Tam masz stan na jakiś tam czas (a szlag wie jaki) a na reszcie (i w reszcie) nazwy obecnie obowiązujące jako urzędowe lub nazwy jakie się przyjęły.
    p.s - w Słowniku geograficznym z 1880 roku góra, którą nazywasz Holicą czy też Dwernikiem Kamieniem nazywa się po prostu: Dwernik. I komu tu wierzyć? :)
    Piotr
    Twoje Bieszczady - przewodnik po regionie
    Komańcza i okolice - serwis turystyczny

  3. #3
    Bieszczadnik Awatar DUCHPRZESZŁOŚCI
    Na forum od
    10.2006
    Rodem z
    z brzozowego gaju na Podlasiu, obecnie piaski mazowieckie
    Postów
    582

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    (...)
    W czasie spożywania posiłku patrzyliśmy na błękitne, prawie bezchmurne niebo, na szybujące po nim drapieżne ptaki i było nam tak dobrze. A jak dobrze, to może wiedzieć tylko ten, kto nałogowo bywa w Bieszczadach. Duchu Przeszłości, mam rację ?
    (...)
    Skoro mnie wywołałeś, to się stawiam na Twoje wezwanie (podobno duchy tak mają ). Nie zdawałem se sprawy, że bieszczado-łażenie może być nałogiem? Dopiero, czytając Twoją relację stwierdziłem, że jednak tak. Z tym, że jestem nałogowcem początkującym. Ja chodzę po tych górach dopiero 11 lat. Daleko mi do takich nałogowców Jak Ty, bądź Wojtek z Legionowa. Ale jest coś co ciągnie człowieka w ten południowo-wschodni rejon naszego kraju. Coś co powoduje, że człowiek godzinami siedzi i czyta to forum, przegląda wszelkie słowo drukowane na tematy bieszczadzkie. Slęczy nocami nad mapami, wodząc palcem trasy przyszłych wypraw. A w koncu jak się jedzie te kilkaset kilometrów odczuwa się ten błogostan.
    SB masz rację, masz 100% rację.
    Czekam na dalszą relację z Twego pobytu.
    Pozdrawiam
    DUCHPRZESZŁOŚCI

  4. #4
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.

    17. września. Wreszcie w góry !

    68-ma rocznica agresji b. ZSRR na Polskę. Jako historyk (tylko z zamiłowania) prawdę o tym wydarzeniu poznałem już dawno, dawno temu, jeszcze w „zamierzchłych” czasach PRL. I podzielam pogląd śp. prof. Jerzego Łojka, iż kardynalnym i historycznym błędem polskiego rządu było niewydanie wtedy deklaracji o zaistnieniu stanu wojny z ZSRR. Wojny tej żadna ze stron wówczas formalnie nie wypowiedziała (ani nie obwieściła na forum międzynarodowym, iż znalazła się w stanie wojny na skutek agresji), co w niedalekiej przyszłości pozwoliło aliantom zachodnim przyjąć do akceptującej wiadomości zmiany graniczne dokonane jednostronnie przez ZSRR jesienią 1939 r. A przecież już znacznie trudniej byłoby im to przełknąć w sytuacji formalnego istnienia stanu wojny pomiędzy Polską a ZSRR. Jako że zgodnie z prawem międzynarodowym wszelkie zmiany terytorialne dokonane w czasie, gdy jeszcze trwa wojna, są nieważne. I potem, w 1941 r., Sikorski ze Stalinem musieliby najpierw podpisać układ pokojowy, w którym trudniej byłoby pozostawić sprawę granic do rozstrzygnięcia w terminie późniejszym.
    Oczywiście nie łudzę się i zdaję sobie sprawę, że historia potoczyłaby się podobnie, ale przynajmniej strona radziecka byłaby pozbawiona atutów propagandowych, jakimi przez długie lata karmiła zachodnią opinię publiczną - iż w 1939 r. „tylko wyzwoliła” zachodnią Białoruś i zachodnią Ukrainę oraz zapewniła „ochronę” tamt. ludności. A tak na marginesie: Polska posiadała dn. 17 września 1939 r. jeszcze 25 sformowanych (nietkniętych lub odtworzonych) pełnych dywizji. Nie licząc oddziałów rozbitych i rozproszonych (w jakimś stopniu też nadal zdolnych do walki) oraz okrążonych - walczących i wiążących siły niemieckie.


    Ale przecież nie o tym jest niniejszy wątek ! Takie refleksje historyczne naszły mnie z samego rana - może dlatego, iż obudziłem się na terenie, który w latach 1939-41 i 1944-51 należał do ZSRR. Sękowiec był bowiem wówczas rozdzielony granicą państwową. Teren dzisiejszej osady był polski (a do napaści Niemiec na ZSRR wchodził w skład GG), natomiast ziemia po drugiej stronie Sanu, tj. tam, gdzie obecnie znajduje się leśniczówka, ośrodek wczasowy i luksusowy domek myśliwski, należała już do imperium Stalina (aż do 1951 r.).

    Otrząsnąwszy się z owych refleksji historycznych i upewniwszy, że obudziłem się w Polsce, postanowiłem wywieść dziś swoją ekipę w góry, na prawdziwą połoninę. Dzień zapowiadał się umiarkowanie słoneczny, chociaż zimny i wietrzny. I taki był w istocie.
    Jedziemy zatem (znów moim wozem) przez Pszczeliny i Stuposiany do Ustrzyk Grn. Tam parkujemy na głównym, „centralnym” parkingu (10 zł za cały dzień), coś tam dokupujemy w pobliskich sklepikach, a następnie kierujemy się niebieskim szlakiem na Wielką Rawkę - chyba 3-ci pod względem wysokości szczyt w Bieszczadach.
    Podejście niebieskim szlakiem na Rawki od strony Ustrzyk Grn. jest umiarkowanie trudne, tzn. łatwiejsze niż wejście tam szlakiem zielonym z Przełęczy Wyżniańskiej, ale dużo trudniejsze (chociaż krótsze) niż przejście zielonym szlakiem przez cały Dział, idąc od strony Wetliny.

    Pocimy się zatem, pnąc się w górę, a nieliczne osoby schodzące do Ustrzyk Grn. ostrzegają nas, iż na górze „mocno wieje zimny wiatr”. Troszkę to ostrzeżenie było na wyrost, gdyż prawdziwie „zimny wiatr” odczułem dopiero na Smereku kilka dni później.
    Ale na górze było faktycznie dość zimno, chociaż nie na tyle, aby nie usiąść na parę minut w celu zaspokojenia pragnienia. Potem poszliśmy żółtym szlakiem na Małą Rawkę (cały czas zachwycając się widokami !), a dalej, zielonym szlakiem zeszliśmy do „Bacówki pod Małą Rawką”, gdzie gruntownie odpoczęliśmy i wreszcie pożywiliśmy się.

    Ruch turystyczny, na naszej trasie i w owej bacówce, był umiarkowany. Zarówno tego dnia, jak i w ciągu całego pobytu, spotykaliśmy studentów z Warszawy z tzw. roku zerowego, czyli kandydatów do otrzęsin. Skandowali mniej lub bardziej dowcipne hasła, w rodzaju „seks i wóda - polibuda !”.

    Schodząc późnym popołudniem z bacówki na Przełęcz Wyżniańską dostrzegliśmy w górze ... orła. Nie było wątpliwości. Udało się nam nawet przyjrzeć mu przez chwilę przez lornetkę.
    Tę iście bieszczadzką atmosferę zakłócił widok jakiejś wycieczki wędrującej z przeciwka, w kierunku bacówki. Otóż idący panowie byli w garniturach oraz odpowiednich do tego koszulach i krawatach. I oczywiście w pantoflach bardziej nadających się na parkiet niż w góry. Nasze panie ich nieco za głośno obśmiały, gdyż oglądali się za nami z oburzeniem. Ale jeśli chodzi o mnie osobiście, to wolę już (z dwojga złego) garnitur i krawat na połoninie od moheru w lokalu wyborczym.
    No i znów Chris okrzyknie mnie rasistą i ksenofobem ! A niech Mu tam.

    Na Przełęczy Wyżniańskiej pozostawiłem swoją „ekipę” na parkingu, a sam błyskawicznie złapałem okazję w kierunku Ustrzyk Grn. Podwieźli mnie tam b. sympatyczni państwo z Olsztyna.
    W Ustrzykach wsiadłem do swojego samochodu i wróciłem na przełęcz po żonę i przyjaciół. Do Sękowca wróciliśmy jadąc przez Brzegi Grn., Nasiczne i Dwernik.

    18. września. Odpoczynek od łażenia. Przyjazd Ryśka

    Pogoda poprawia się. Jest cieplej. Ale wieczorem spadł niewielki deszcz.

    Do godz. 13-tej „czas wolny”. Lektura, drobne prace domowe (przepierka, czyszczenie i impregnacja butów, itp.). Następnie samochodem Adama jedziemy do Ustrzyk Dln. Mamy bardzo dużo czasu - Rysiek przyjeżdża PKS-em dopiero o godz. 18:40.
    A zatem zakupy (wiadomo czego) u Ukraińców oraz słodyczy w cukierni Szelców, pijemy też tam b. smaczną kawę (lokale Szelców, zarówno w Ustrzykach Dln., jak i w Lesku, szczerze Wam polecam).
    I znów do auta - kierunek Bandrów. Zwiedzamy tam pozostałości cmentarza ewangelickiego społeczności niemieckiej. W okresie od I rozbioru (1772) do paktu niemiecko-radzieckiego (1939) istniały w Bieszczadach nieliczne enklawy mniejszości niemieckiej, wsie kolonistów. Sto kilkadziesiąt lat to jednak ładnych parę pokoleń.

    Jesteśmy głodni. Odkrywamy b. przyjemny lokalik, gdzie smacznie i niedrogo można zjeść. Otóż można to uczynić w nowo otwartym w br. przydrożnym barze w Krościenku - konkretnie przy wjeździe do Krościenka (po prawej stronie). Serwowane są w nim pyszne pierożki, kotleciki rybne, itp.

    I znów wracamy do Ustrzyk Dln., jest już po 18-tej. Wkrótce przyjeżdża autobus z Warszawy via Radom, a w nim - Rysiek, mój kolega z Radomia. Zamieszka (na razie) na pięterku domku nr 4, tj. tam, gdzie na parterze mieszka Adam z Anią.
    Ładujemy jego klamoty do bagażnika, ścieśniamy się na tylnym siedzeniu Adamowego nissana i bierzemy kurs na Sękowiec.

    I to jeszcze nie wszystko tego dnia. Robimy bowiem z Gosią u nas przyjęcie na 7 osób (nasza ekipa, teraz powiększona do 5-ciu osób, plus Basia i Henryk - szefowa ośrodka i jej mąż, tut. leśniczy). Siedzimy więc sobie przy słowackim winku oraz ukraińskiej gorzale, konsumujemy Szelcowe ciasta i słowackie pierniczki. Od gospodarzy dowiadujemy się sporo miejscowych nowin, m.in. nt. zamknięcia dla ruchu odcinka małej obwodnicy od Polany do Czarnej (informacja, jak dla mnie, rychło w czas !). Podobno uszkodzenie drogi na skutek opadów (osuwisko) jest poważne, a naprawa może potrwać nawet kilka miesięcy. W związku z tym drogowcy rozważają prowizoryczną naprawę drogi z Polany do Lutowisk przez Skorodne, tak aby można było chociaż tamtędy jeździć z Polańczyka w kierunku Lutowisk (w lepszych warunkach, niż się to nam przydarzyło 2 dni wcześniej).
    Dowiedzieliśmy się również, że zamknięcie naszego forumowego „Piekiełka” w Dwerniku jest jedynie tymczasowe, gdyż lokal ów nie zmienił właściciela, lecz jest jedynie remontowany, a po remoncie i modernizacji wznowi działalność. Cóż, pożyjemy, zobaczymy !
    CDN
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  5. #5
    Bieszczadnik Awatar naive
    Na forum od
    09.2004
    Rodem z
    Dolina Sanu
    Postów
    544

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.

    Cytat Zamieszczone przez Stały Bywalec Zobacz posta
    a następnie kierujemy się niebieskim szlakiem na Wielką Rawkę - chyba 3-ci pod względem wysokości szczyt w Bieszczadach.
    CDN
    Chyba jednak siódmy co do wysokości szczyt bieszczadzki, najniższy z tych o wysokości ponad 1300 m n.p.m / to najmniej wazne w Twojej relacji, ale młodzież czyta i uczy się/. Twoje relacje powinny obowiązkowo czytać wycieczki facetów w lakierkach, ale zanim ruszą tyłek z domu. A tak wogóle - powinieneś częściej jeżdzić i za każdym razem pisać.
    Pozdrawiam
    naive

  6. #6
    Bieszczadnik
    Forumowicz Roku 2008
    Awatar Derty
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    z lasu
    Postów
    1,853

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.

    Hej:)
    Dalej, dalej, Stały Bywalcze! Jakże tęskno mi za bieszczadzkimi drogami i ścieżynkami...

    Pozdrawiam,
    Derty
    Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)

    właśnie, wziąłby człowiek amunicję
    eksportową śliwowicję
    drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
    "przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)

  7. #7
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.

    Cytat Zamieszczone przez naive Zobacz posta
    Chyba jednak siódmy co do wysokości szczyt bieszczadzki, najniższy z tych o wysokości ponad 1300 m n.p.m / to najmniej wazne w Twojej relacji, ale młodzież czyta i uczy się/. Twoje relacje powinny obowiązkowo czytać wycieczki facetów w lakierkach, ale zanim ruszą tyłek z domu. A tak wogóle - powinieneś częściej jeżdzić i za każdym razem pisać.
    Pisząc podsumowanie, niechcący pominąłem tę Twoją wypowiedź.

    Dziękuję za sprostowanie.
    Ale pomiędzy najwyższą Tarnicą (1346 m n.p.m.) a Wielką Rawką (1307 m n.p.m.) jest tylko 39 m.

    Są to ponadto wysokości podane w m n.p.m.

    Może to i złudzenie, ale wydaje mi się, iż wejście na Wlk. Rawkę niebieskim szlakiem z obwodnicy wydaje mi się "wyższe" (pomijając stopień trudności podejścia) niż z Wołosatego niebieskim szlakiem na Tarnicę. No, ale żeby to sprawdzić, należałoby znać wysokość n.p.m. obydwu punktów startu (z obwodnicy i z Wołosatego).
    Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 16-11-2007 o 21:20
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

  8. #8
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2001
    Rodem z
    Warszawa (Ochota)
    Postów
    2,529

    Domyślnie Odp: Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 9 - 29 września 2007 r.

    O mojej kotce, którą od lat zabieram ze sobą w Bieszczady
    Od lipca b. ciężko choruje na niewydolność nerek. Teraz, gdy to piszę, w każdej chwili spodziewam się najgorszego. Szkoda, gdyż nie jest jeszcze zbyt stara, jak na kocie kryteria wiekowe (ma 12 lat i 7 m-cy). W Bieszczadach była osowiała, nieruchliwa, mało jadła, wymiotowała. Już ją tak nie pasjonował pobyt na dworze, jak w latach ubiegłych. Trochę się tylko powygrzewała na słoneczku i to wszystko. A teraz to już agonia. Leży sobie na kocyku pod kaloryferem i jedynie pije wodę. Waży chyba połowę tego, co jeszcze w lipcu. Nie uśpię jej, gdyż zbyt mocno jestem z nią związany emocjonalnie (taka "platoniczna zoofilia").

    Tak napisałem 15 listopada.
    3 dni później to wierne mi zwierząto umarło.

    I kto nam będzie teraz strącał łapką bombki z choinki ?

    Kto będzie we wrześniu w Sękowcu łapał myszy na dworze, przynosił je do domu i tam pozwalał im uciec ?
    Serdecznie pozdrawiam
    Stały Bywalec.
    Pozdrawia Was także mój druh
    Jastrząb z Otrytu

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Rajd Połoniny - koniec września w Bieszczadach
    Przez sewerr w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 02-09-2012, 19:09
  2. Relacja z pobytu w Bieszczadach w dn. 13 września - 7 października 2009 r.
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 41
    Ostatni post / autor: 05-02-2010, 20:35
  3. Moja własna relacja z VIII KIMB, a nawet z całego pobytu w Bieszczadach.
    Przez Stały Bywalec w dziale Spotkania i sprawy forumowe
    Odpowiedzi: 22
    Ostatni post / autor: 11-06-2009, 18:42
  4. Niedługa relacja z niedługiego pobytu w Bieszczadach (12 - 20 maja 2008 r.)
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 14-06-2008, 23:57
  5. Relacja z pobytu w Bieszczadach od 15.09. do 6.10.2004 r.
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 19-10-2004, 21:50

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •