gwoli ścisłości
POŻAR- niekontrolowane spalanie. Z tego co się naczytałem, naoglądałem kontrolowane to było dość znacznie.
Cyt i basta w tej sprawie. Po paru dniach, i wielu godzinach w pracy (co tak sobie myślałem o tym i owym) doszedłem do wniosku że osoba odpowiedzialna za proces zniszczenia jest conajmniej pozbawiona rozumu.
1. Komin zostawiono, a drewno spalono. Dość rozjechać chate detem, to by drewna do kominka starczyło na jakiś czas. A tak, po raz kolejny wnoszę o postawienie pomnika głupoty (może nie ludzkiej ogólnie a pewnej omawianej grupy osob) w postaci psa ogrodnika.
2. Druga sprawa to zostawiono bałagan w postaci dachu. Co to za gospodarz co sra we własne gniazdo? (sory za slowo, ale od zawsze do powiedzenie pamiętam właśnie w tej formie). Jak zwykle media nie piszą wszystkiego. A Bieszczady by zyskaly.... lokalne stacje benzynowe, sklepikarze... jak by przyjechaly te wszystkie inspekcje, naukowcy i inni badacze na wieść
Na granicy Parku Narodowego w środku lasu zburzono i spalono chatę, którą planowało zlikwidować nadleśnictwo
Gacie by się zapełniły a zaś potem zatrzęsły w tym całym biurokratycznym....
Co do palenia, jedyne co mam zamiar palić bez umiaru, to drewno wszelakie, jakie się znajdzie pod nową miejscówą i nie tylko. Bo skoro gospodarz sam swego nie szanuje, ani nie należy mu się szacunek dla jego postaci, ani gospodarstwa (w tym przypadku leśnego) Wiadomo, wszystko z umiarem, co by jeszcze inni mogli do lasu wejść. Jak na pożary chatek, uważam że limit na ten rok wyczerpany.
3. Skoro chata nie dostała samozapłonu, nie spłonęła w porzaże (wypadek, niekontrolowany), się pytam GDZIE JEST DOBYTEK! i nie chodzi mi tu tylko i wyłącznie o wspiowniki, które z pewnością mają wielką wartość dla wielu osób, chodzi mi tu o wszelkiego rodzaju twórczość chatkową czyli od ozdób (malowidła na plastrach drewna np) do półek, garów. Gdzie choćby czajnik? (Jackek, trza obadać czy nie zanieśli go do nowej chałupy). To wszystko te drobiazgi, które skoro nie zginęły w wyniku tragedii a świadomego działania, noooo..... jak plecak czy siekiera ginęła z chatki nazywano to kradzieżą.... To jak to nazwiemy teraz? Znikoma szkodliwość czynu, czy niszczenie dóbr kultury?
W kwestii nowej chaty i jej ochrony, to Rembranta tam nie upilnują.Z drugiej zaś strony przez okno widziałem parę rzeczy na które mógłby się połasić lokalny opryszek (nawijmy go amator łatwego łupu), fakt że chata stoi jakiś czas, a nie rozkradziono jej też daje do myślenia. Nie mam zamiaru wchodzić na siłę jak mnie gdzieś nie chcą (łachy bez), jeśli gospodarze obcych (w tym mnie) traktują jak psy i każą im spać na werandzie, mogą śmiało liczyć na odwzajemnienie mojego podejścia.


