To jest bardzo smutny temat, smutna dyskusja; myślę, że sami bywalcy owych chatek, schronów doprowadzili do tego, co się stało pod Obnogą.
Przychodzą w Bieszczady różni ludzie - ćpuny, zbieracze grzybków halucynogennych, i w tej sytuacji trudno dziwić się dyrekcji lasów.
Wystarczy zawędrować do chatki na Dydiowej, poczytać wpisy bywalców - tych obecnych teraz, i tych dawniej; to teraz, to bełkoty narkomana.
Niestety Pawlak to biznesmen - sprzedał swoją "samotnię", nie przynosiła wymiernych zysków.
Cieszmy się więc tym co jest jeszcze w tych naszych Bieszaadach i nie dajmy się zwariować.