To że nadleśnictwie nie ma ludzi gór widać na zdjęciach kominka z Obnogi. W lutym ok 1-2 w nocy szukałem schronienia w Mucznem (bo pobłądziliśmy na Grandysowej). Głęboki śnieg, roztopy, szalejący na górze wiatr, no masakra. Śmiało powiedzieć że sytuacja była krytyczna. Fakt, doszli byśmy jeszcze na chatę nad sanem, ale ostatkiem sił. Naprzeciwko hotelu udawano że nas nie slyszą, ani też nie słyszą ujadania ich psa (a w oknie się świeciło), w końcu przepędzono nas. Dopiero w ostatniej gospodzie (a czasem pierwszej) ugoszczono nas, trzeba było przejść całe Muczne, aby spotkać się z życzliwością i dobrym słowem. Więc sytuacje awaryjne wcale nie mają tak jednoznacznego scenariusza- różnie może być.
Co by nie mówić o myśliwych, to też nie spotkałem się z takim co by powiedział- to moja chata, cherbata, kawałek podłogi- wara mi stąd.
Właśnie chodzi mi o to, kiedy sytuacja jest awaryjna. Czy zmęczenie upoważnia mnie do wejścia do chaty, czy musi t być dopiero agonia, żeby nie konać na deszczu?
Znane wielu forumowiczom miejsce.... w nadleśnictwie Baligród. Więc zima, śnieg, siedzę sobie sam w chacie, czytsto, woda uzupełniona, gałęzie zniesione, generalnie porządek aż miło patrzeć. Wchodzi strażnik leśny zapomniałem jak ma na imie (może to i lepiej nawet), ja go cherbatą (myślę, będzie do kogo gębe otworzyć), a on syczy że mandat, bo obiekt prywatny, i nie wolno. Później z opowieści się dowiedziałem że parę lat wcześniej gdyby nie Zbój Obłoczny to mości strażnik spałby pod namiotem całkiem nieopodal spalonej nie dawno chałupy.
Cały ten mój wywód.... no widać że wszędzie są dobrzy ludzie i podłe ludziska. A ja na wszelki wypadek lubię wiedzieć co i jak z tymi sytuacjami awaryjnymi.


