Cytat Zamieszczone przez sir Bazyl Zobacz posta
...zacząłem wspinaczkę drogą wśród łąk...
Skończyły się łąki, droga wpełzła do lasu po czym zawęziła się w ścieżkę a ta po kilkuset metrach rozproszyła się w poszyciu pozostawiając mnie wśród paprotnych pióropuszy
esy38.jpg
Najgorsze jest to, że one nie rosną jak przystało na paprotki – w doniczkach, tylko w zwartych i kolczastych zwojach ostrężyn, co znacznie utrudnia i spowalnia marsz. Lawirując wśród nich w stylu szalonej czapli (normalnej czapli kolana wyginają się do tyłu) metr za metrem zdobywałem wysokość.
Prześwity leśne obfitowały w widoki
esy39.jpg
pozwalając na zbawienne dla serca i zawiasów nożnych przerwy.
Po kilkudziesięciu minutach, zmachany jak koń po westernie, omotany pajęczynami i wyszturchany leśnymi mackami wygramoliłem się na sam czubek górskiego pipanta
esy40.jpg
„Opłacił się nasz trud, osiągnęliśmy cel;
Czuliśmy bicie serc i pod stopami szczyt.”* (link)
Długo to ja go pod stopami nie czułem, gdyż runąłem bez tchu na murawę:
„Przepięknie jest – i tylko tlenu brak!”*
Gdy minęła już faza karpia, serce powróciło ze skroni na swoje miejsce a ciśnienie do mierzalnych wartości, podreptałem wzdłuż grzbietu na widokową polanę
esy41.jpg esy42.jpg
Dziś, po raz już nie wiadomo który, opuściłem się z kolejnego szczytu w dolinę potoku. Się tak opuszczając wytropiłem przecherę
esy43.jpg
a kawałek dalej rumaki maści indiańskiej:
esy44.jpg
Tam w oddali, po drugiej stronie rzeki
esy45.jpg
zauważyłem łąki, w sam raz na kolejną wspinaczkę ku górze.
__________________________________________________ ____
*Lady Pank "Wspinaczka (czyli historia pewnej rewolucji)"