Trzy…dwa…jeden – start! Wybiegam w samych gatkach i skarpetach ale uzbrojony po zęby przed tarpa i tnę mrok snopem światła w lewo, w prawo, przed siebie i za siebie niczym jakaś oszalała latarnia morska. Dla wzmocnienia efektu, bo przecież nie dla podbudowania własnej psychy, gdyż
„- Ja nikogo się nie boję!
Choćby niedźwiedź... to dostoję!
Wilki?... Ja ich całą zgraję
Pozabijam i pokraję!”*
dodałem jeszcze efekty dźwiękowe paszczą.
Na co dzień nie używam wulgaryzmów ale wtedy uznałem, że należy mocniej zaakcentować oburzenie zaistniałą sytuacją więc wykrzykiwałem w ciemność: sp…(spadaj) ch…(chuliganie)!
Po odstawieniu tego szamańskiego tańca przed tarpem, załapałem, że jeszcze żyję i nie bardzo wiem komu, i w którą stronę przywalić granatem. Ręce i nogi mi się delikatnie trzęsły ale to z pewnością z zimnagdyż byłem nadzwyczaj skromnie odziany żeby nie powiedzieć prawie nagi.
„Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów”**
pozostaje zlustrować na spokojnie okolicę.
Teraz omiatałem już w sposób usystematyzowany najbliższy teren snopem światła ale żadnego Patataja Leśnego czy innego stwora nie zaobserwowałem. Pewnie zwiał…a może tylko się przyczaił w pobliskim jarze? Za Chiny ludowe nie pójdę tam sprawdzić!
Przebrałem mokre skarpety, wlazłem do śpiwora, nasłuchuję…
---------------------------------------------------------------------------------------------------
*Maria Konopnicka „Stefek Burczymucha”
**Perfect „Niepokonani”


, gdyż
Odpowiedz z cytatem