Minęli Bazyla i na mostku zaparkowali. Jeden wysiadł i podszedł ku mnie.
- Dzień dobry. Podporucznik Strażnik!
- Dzień dobry. Bazyl turysta – odpowiedziałem wyciągając dłoń, w której trzymałem plastikową kenkartę.
- O, Pan z Rzeszowa! – zagaił notując w kajecie.
- Ano z Rzeszowa – ciągnąłem pogawędkę.
- I co Pan tu robi?
- Spaceruję i odpoczywam.
- A na Stebniku to był Pan wczoraj?
- Był.
- Bo my Pana szukaliśmy wczoraj i dziś, a ja to sobie nawet palca rozwaliłem łażąc za Panem. I tu pokazał mi owo rozwalenie.
Pewnie wlazł za mną w te maliniaki, a że tam leżało pełno oślizłych żerdzi wśród poszycia to i nieszczęście gotowe.
- Przepraszam, nie chciałem sprawiać kłopotu.
- I co to się tam na tym wypale działo?
Tu nastąpiła krótka opowieść z łopatą w tle.
- Wszystko się zgadza – powiedział wysłuchawszy.
- Czy będzie Pan wnosił skargę?
No i tu mnie zastrzelił! Mundurowe służby za mną gonią, żebym skargę wnosił – czegoś my to doczekali! O tempora! O mores!
- Eeee...tam, skargę. Każdy czasem ma zły dzień, poszedłem sobie inną drogą i też było cacy.
- A wie Pan dlaczego tak się zachowywali?
- Nie, nie wiem.
- Widzi Pan, powody są dwa: pierwszy, że niedopici byli, znaczy się brakło – nic Pan nie zauważył?, a drugi, że nie dalej jak miesiąc temu redaktory z Warszawy przyjechali, porobili zdjęcia, wywiady i opisali ich w jakiejś gazecie w sposób, który nie przypadł im do gustu.
- A to takie buty!
- Ano takie, nie będzie Pan wnosił skargi?
Co on taki namolny z tą skargą.
- Nie, nie będę.
- No to wróćmy do Pana.
I tutaj nastąpił szereg pytań: którędy szedłem, gdzie spałem, dokąd idę i po co, jak długo będę w Bieszczadach, dlaczego nie zgłosiłem trasy do odpowiednich Placówek SG (mimo iż nie ma takiego obowiązku to SG apeluje by zgłaszać trasę wędrówki przebiegającą w bezpośredniej bliskości granicy), czy mam śpiwór, kompas, telefon (tu poproszono mnie bym podał numer) itp. A wszystko to przerywane było łączeniem się z macierzystą Jednostką, która co rusz zadawała pytania dodatkowe. Takie małe przesłuchanko ale w atmosferze miłej i sympatycznej. I tu muszę się podlizać, bo nie wytrzymam – jeszcze nigdy nie trafiłem na funkcjonariuszy SG, którzy by byli nieuprzejmi lub niekulturalni. Co prawda nie raz wydaje się iż zbyt dużo pytań zadają, ale w końcu taka ich praca. Jedno jest pewne, prześwietlili Bazyla ze wszystkich stron, a trwało to równe pół godziny. Podziękowaliśmy sobie i się pożegnaliśmy, oni zawrócili a ja w końcu porzuciłem asfalt na rzecz bitego traktu, którym chciałem dostać się w okolice przygranicznych łąk i samotnie stojącego krzyża.


Odpowiedz z cytatem