Moje kocie zwierzątko zmarło nad ranem w niedzielę 18 listopada 2007 r.

Pochowałem ją jeszcze tamtego dnia w puszczy. Osobiście wykopałem saperką dół. Sabinkę włożyłem do całkiem nowej i niezniszczonej (kupionej w br. w sklepie myśliwskim na ul. Kruczej) naramiennej torby płóciennej - takiej "myśliwsko - rybackiej". Chodziłem z nią w br. po Bieszczadach, miałem ją ze sobą podczas wszystkich swoich wycieczek odrębnie tu opisanych.

Torbę - przed zasypaniem ziemią - obficie polałem denaturatem (aby lisy nie wyniuchały mojej KOTKI).

I co ja jeszcze mogę napisać ? Chyba tylko to, że nadal (jeszcze dziś i jutro) jest i będzie mi bardzo przykro.