To ja Ci dziękuję za wytknięcie błędu. Zareagowałam tak późno, bo musialam sprawdzić " u źródła".
To ja Ci dziękuję za wytknięcie błędu. Zareagowałam tak późno, bo musialam sprawdzić " u źródła".
Lub jeszcze lepiej oblanych (-; np. w Lwówku Śląskim... (((-;
A serio:
Widziałem statystyki zdawalności egzaminów przewodnickich (bodaj 2000-05?);
w komisjach beskidzkich to było coś ponad 80%
(sporo lepiej niż tatrzańskie, gorzej niż miejskie)
- to nie jest specjalnie przerażający odsiew ((-;
(naturalnie pamiętam o wątpliwościach z ostatnich lat co do komisji w Rzeszowie,
jednak nie wiemy wszak czy są uzasadnione, no i generalnego obrazu nie zmieniają)
Ale - znów nieco ockhamsko (-; - nie da się dokładnie praktycznie opanować
całej medycyny, czy całego prawa - a jednak w tych i innych dziedzinach
początkiem specjalizacji zawodowej jest wyksztalcenie/egzaminy/dyplom
z podstaw całości danej dziedziny.
analogia jak kobieta - jak wygląda atrakcyjnie, to czasem bywa niewierna (((-;
dlaczego np. od razu robić aż całą kategorię B,
a nie stopniowo: najpierw na warunki letnie w mieście swojego zamieszkania
i na auto o silniku niskiej mocy (III klasa na 1 TU (((-; ),
a potem stopniowo - aż do powożenia porsche w godzinach szczytu,
przy oberwaniu chmury w Rzymie lub Londynie? ((-;
Zaznaczyłem zmianę formy egzaminu.
Aktualna - choć nie wypełnia ise testu w domu (-; - budzi moje obawy;
stanowi ruletkę - w obie strony.
Teoretyczny w znanych mi kołach studenckich to łącznie minimum
kilka godzin rozmowy - tu daje się nieźle poczuć, co kto wie, jak tę wiedzę łączy/wykorzystuje, na ile efektywnie i efektownie ją prezentuje
...i jak sobie potrafi radzić by ukryć jej braki (((-;
Wiesz, ale właściwie po co tak ułatwiać?
Badania ankietowe sprzed paru lat pokazały, że znaczna część osób mających uprawnienia, wykorzystuje je sporadycznie (część - wcale)
zaś podstawową motywacją ich zdobywania była raczej pasja, rozszerzanie zainteresowań,
a nie konkretne plany zawodowe.
Nie dam głowy za prawidowosć tych badań, ale mniej lub bardziej jednoznacznie
pokazują one, że są spore rezerwy jeśli chodzi o podaż usług przewodnickich,
a uzyskanie prawa do ich świadczenia nie jest specjalnei trudne.
To jest zbieżne z moimi osobistymi odczuciami z kilku miejsc rynku turystycznego.
Naturalnie można twierdzić, że mało jest przewodników dobrych (to i sam widziałem).
Jednak primo - tyczy to chyba raczej kompetencji komunikacyjnych/społecznych
czy wiedzy ogólnej, niż praktycznej znajomości danej małej okolicy;
a secundo - obniżając kryteria szkolenia i uprawnień, przecież tego nie poprawimy.
A fakt, że ktoś w pracy nie korzysta z cześci wiedzy 'szkolnej',
a drąży tylko jakieś jej fragmenty - to tez normalka.
Dobra, tedy do usłyszenia/przeczytania w tym wątku za parę lat ((-;
Nie ma za co ((-;
BTW:
całkiem nieźle i stosunkowo dokładnie opracowane tematy z regionalizacji
napotkałem - z miłym zdziwieniem, bo pomnę szereg kiepsko pisanych haseł - w Wikipedii (AFAIR szukaj np. Kondracki lub nawet GS-T).
Serdeczności,
Kuba
Znowu skrajności. Lepiej nie, ich zdanie jest znane. Osób, które dopiero chcą zostać przewodnikami - niekoniecznie. Jeżeli ich np. zapytasz czy chcą kursu półrocznego czy rocznego czy półtorarocznego (nie zamykajmy dyskusji w obrębie SKPB) to zapewne padną różne odpowiedzi. Te że 1,5 roku również - bo nie wątpię że dla wielu kurs jest przygodą, fajną zabawą a jeszcze i po tym pozostają miłe (poza wyjątkami) wspomnienia, więc im dłużej tym lepiej a i jeszcze często-gęsto dzielony ze studiami więc w sam raz. Czy to znaczy że do opanowania tego materiału potrzeba 1,5 roku czy że w 6 miesięcy tez można spokojnie to zrobić? IMHO można.
Suma sumarum szkoda że wątek toczy się przewodnicy kontra turysta, brakuje tu właśnie paru głosów takich, którzy dopiero zamierzają zostać przewodnikami i takich, którzy akurat kurs zaczęli, bo akurat wysypało chyba w zeszłym miesiącu nowymi kursami.
A serio:
Ale owa zdawalność jest podejrzewam liczona: ilość zdanych przez ilość przystępujących do egzaminu. Być może się mylę, bo strzelam. Jeśli jednak nie, to proponuje podzielić ilość zdanych przez ilość uczestników kursu(-ów) - gdzieś tu już padło że w SKPB Gliwice rezygnuje ok. 75%. Przyczyny są zapewne różne, ale część z nich na pewno zmieści się w tym temacie (z drugiej strony na ilości w końcowym etapie nikomu nie zależy, ale liczby to liczby).
Dyplom z całości medycyny nie uprawnia właściwie do niczego - potrzebna jest jakakolwiek specjalizacja. W przewodnictwie dyplom z całości (TU, IIIkl.) uprawnia do wykonywania zawodu, bez potrzeby robienia tejże. (I i IIkl. to nie to samo co specjalizacja w medycynie, itp.),
Ta mi akurat wierna. B zaostrzą szybciej niż się komukolwiek wydaje - pomijając granice absurdu i skrajności (atrakcyjne). Może zatem upr. przewodnickie na cały kraj bez wyjątku, tak jak i to B, przecież w wielu (większości) miejsc nigdy w życiu nie będziemy.
Obecne silniki niskiej mocy są za mocne i za słabe jednocześnie:
porsche zawsze będzie bezpieczniejszy niż ten powyżej.
Tu nie załapałem: znaczy egzaminatorzy też miewają problem z ustaleniem poprawnej odpowiedzi? ;-)
Dla kogo?
Tego nie twierdzę, bo nie wiem.
Widze że parenaście. Conajmniej ;-(
Ostatnio edytowane przez Piotr ; 22-11-2007 o 14:32
Tak sie składa że pytamy - regularnie.
Co roku pod koniec kursu nasi kursanci dostają ankiety do wypełnienia.
Podstawowym motywem zapisania się na kurs są:
1. Lepiej poznać góry.
2. Przebywać w fajnym towarzystwie, poznać fajne towarzystwo itd.
Nauczenie nowego zawodu z zamiarem wykonywania go jest gdzieś na szarym końcu (średnio co rok 1-2 odpowiedzi na około 30 respondentów ankiet).
Więc przy takim nastawieniu im akurat ten kurs 1,5 roczny sprawia frajdę.
Bardzo ale to bardzo powszechnym zjawiskiem jest u nas powtarzanie kursów, to znaczy osoby, które rezygnują ze zdawania w danym roku zapisują się na kurs ponownie.
Rekordziści zaliczali po 5 kursów.
Pozdrowienia
Basia
P.S.
Dopiero potem zauważyłam "nie zamykajmy dyskusji w obrębie SKPB".
Co do motywów innych osób - stykam się również z takimi (sama chodzę teraz na kurs przewodników terenowych po woj. Śląskim, gdzie zdecydowana większość to nie przewodnicy studenccy) podstawowym motywem jest zdobycie dodatkowego zawodu, przy już istniejących zainteresowaniach.
Bardzo często są to nauczyciele - pasjonaci, którzy chcą prowadzić swoich uczniów w góry i nie chcą przy tym zatrudniać dodatkowej osoby.
Ale tu już danymi z ankiet nie dysponuję.
P.S. P.S.
Jeszcze coś:
Nie prawda - nam bardzo ale to bardzo zależy na każdej osobie, są to w końcu (po 1,5 roku kursu) nasi dobrzy znajomi.
I zazwyczaj nie rozumiem motywów wycofujących się osób.
Często są oni bardzo dobrzy.
(bywają wyjątki, jak wszędzie, ale są to na prawdę wyjątki)
B.
Ostatnio edytowane przez Basia Z. ; 22-11-2007 o 15:21
Pytajcie na początku / tuż przed kursem; anonimowo oraz rezygnujących o motywy rezygnacji.
Tak, ale nie o motywach zostania przewodnikiem ten wątek się toczy.
Przy okazji, czy znane są przybliżone dane: stosunek ilości czynnych górskich przewodników po SKPB do czynnych górskich ogółem?
Ale końcowym etapem jest państwowa komisja. W pewnym sensie jest nim też środowisko przewodnickie (czynne) w danym rejonie, czasem potrzeba tam nowych a czasem mniej...
Dziękuję za radę ale z niej nie skorzystam. Nie interesują mnie linki. Jestem tradycjonalistką. Pozostanę przy dotychczasowych metodach pozyskiwania wiedzy. Nawet wtedy, gdy płacę za nią popełnieniem błędu lub ośmieszeniem.
Bez komentarza. A może inaczej. Czy mogłabym prosić Admina o wzbogacenie o jeszcze jedną ikonkę zbioru emotioikonek. Taką fajną turlającą się główkę.
Chciałem podrzucić taką główkę,ale tu nie działa...
Pozdrav
...
Ostatnio edytowane przez lucyna ; 22-11-2007 o 13:48
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)