Przeszłam trochę bokiem obok Twojego stwierdzenia i prawdę powiedziawszy wyszłam na niewdzięcznicę. Kurs w którym brałam udział był wyjątkowy. Organizowany przez PTTK Sanok, kierownikiem był wyjątkowy człowiek, który zdobył moją wdzięczność i szacunek Staszek Sieradzki. Włożył w nasze szkolenie tyle serca, że uważam okres szkolenia za jedna wielką przygodę. Do tego stopnia byłam "uzależniona od szkoleń i kolegów" iż broniłam się z plecakiem u nogi. Wpadłam do sali oświadczając, że nie mam czasu, prosiłam o pośpiech, bo grupa wyjeżdzą w Beskid Niski, a ja z powodu takiego głupstwa jak bronienie pracy mogę spóźnić się na autobus i nie dojechać do Gładyszowa. Mieliśmy wyjątkowo ciekawy program szkolenia, naszymi wykładowcami byli:
Robert Bańkosz szlaki ikon, zabytki, jeden z naszych Opiekunów, który często nam dodatkowo towarzyszył (do tej pory jeżli czegoś nie wiem to dzwonię do Roberta),
Fred Frodyma Beskid Niski, I wojna św, jeden z Opiekunów
Marianna Jara religioznawstwo, kultura Ukrainy
Jerzy Ginalski archeologia (prowadził w tym czasie badania w Trepczy, jako dyr skansenu zapełnił nam wspaniałe szkolenia na terenie muzeum, szkolili nas ich pracownicy naukowi),
Banach historia sztuki, Beksiński, zbiory muzeum w Sanoku, staliśmy przez bite 6 godz w nieogrzewanej sali zamku i z wypiekami słuchaliśmy wykładu o ikonach,
Franio Adamczyk znakarstwo jeden z naszych Opiekunów,
Grzesiek Sitko BdPN, szkolenie na ścieżkach przyrodniczych, potem szkolił się z nami jako Opiekun
Mieczysław Darocha kolejki wąskotorowe,
Bogdan Augustyn kolonizacja na prawie wołoskim, nauczył nas "czytać krajobraz",
Stanisław Orłowski historia regionu,
Andrzej Olejko szybownictwo, szukanie miejsc katastrof lotniczych w regionie.
Wymieniłam tylko kilku wykładowców, pozostali to również osoby o najwyższych kwalifikacjach.
W zwiazku z tym, że wśród kursantów był Wojciech Krukar to topomastykę mieliśmy prawie non stop, a i z geografią i panoramkami nie mieliśmy problemów. A i Kiju czyki Wojtek Gosztyła więc okolice Woli Michowej dośc dobrze poznaliśmy. To była potęga grupy, każdy z nas w czymś innym się specjalizował i przekazywał swoje wiadomości innym kolegom. Do tej pory nie mogę zapomnieć "próbnych egzaminów", które robili mi koledzy z kursu w parku w Krasiczynie i w arboretum w Bolestraszycach. Na każdej wycieczce byłam przepytywana przez kolegów i wykładowców. Oprócz tego, że było bardzo dużo dla ducha to i było bardzo dużo dla ciała. Oburzeni na wypracowany przez nas styl szkolenia starsi koledzy przewodnicy nazwali nas
"pijackim kursem". Poznaliśmy większość knajpek w regionie, a raczej na terenie przygranicznym trzech państw. Oprócz oficjalnych szkoleń organizowaliśmy swoje własne, kilkuosobowe aby się podszkolić w jakimś temacie. Nauką "śpiewania" zajmował się nasz kolega kursant Jacek Kut.
PS.Zapomniałam o szkoleniach na terenie BdPN. Poznałam wspaniałych ludzi, którzy zaszczepili mi wiedzę na temat naszej przyrody. Pracownicy naukowi. Nie zapomnę szkolenia z geologii prowadzonego przez Ryszarda Prędkiego. Nie mogłam zrozumieć jakiegoś zagadnienia więc potraktował mnie jak dziecko w spósob najprostszy i skuteczny objaśniając ruchy górotworu. Adam Szary na kolanach uczył mnie rozpoznawać gat. roślin podmokłych zbiorowisk. Mieliśmy w czasie zdobywania licencji parkowej wszystko co najlepsze jeżeli chodzi o szkolenia.



Odpowiedz z cytatem