IMVHO mnoży
- potencjalnie tworząc krocie 'terenów uprawnień' i ewentualnych egzaminów
(na Wetlinę, na Smerek, na Berehy...) w miejsce jednego,
wyjątkowo zresztą spójnego i zgrabnego z szeregu wzgledów
(całe polskie Beskidy Śr. i Wsch. + [bez 4 wsi] całe górskie osadnictwo ruskie
+ podobna historia powojenna + zagadnienia obrządku wschodniego...etc.)
A z brzytwą - szerzej - szło mi o szukanie analogii z innymi państwowymi dyplomami/uprawnieniami.
Czy nie zdarzyło Ci się trafić na partaczy - w jakiejkolwiek profesji,
którą takowy rynek reguluje?
Ta regulacja trwa dość powoli i kosztuje/boli (-;
Rozumiem przesłanki formalnych wymogów/barier w wielu zawodach,
natomiast osobiście przeciw znoszeniu takowych w turystyce nic nie mam
- pracowałem jako przewodnik i pilot w takich właśnie warunkach,
gdy w latach 90tych formalnie, a potem faktycznie uprawnienia pastwowe
nie funkcjonowały.
Fakt, że mogłem sobie przyczepić ileś tam znaczków nie był nigdy decydujący.
Natomiast co innego ułatwić, a co innego zawężać zakres - stosunkowo mało
jest np. sklepów turystycznych handlujących jednym modelem obuwia
jednego producenta, prawda? (-;
Możliwe - kiepsko zresztą - ale to jak wszędzie, a zmniejszenie TU nie jest wyjściem.
Obawiam sie, że rynek idzie w zupełnie inne strony:
przewodnik ma byc uniwersalnym animatorem, pilotem, organizatorem, erudytą
potrafiacym pokazac region lub trase przekrojowo, w wielu aspektach,
porównujac do innych miejsc/kraju/
ewentualnie wąsko specjalizowanym fachowcem jakiejś działki lub segmentu klientów,
ale nie 'drogowskazem' ograniczonym do okolic jednej wioski.
No to mamy podobne odczucia (((-;
Chodzi Ci może np. o ten post?
http://forum.pttk.pl/index.php?co=wiadomosc&id=32310
Gdzież to znajduje się LisTkowate?
Jakie są - choć pi*oko - granice GS-T? (((-;
Serdeczności,
Kuba



Odpowiedz z cytatem