Cytat Zamieszczone przez Misieg Zobacz posta
Coś takiego jest niedopuszczalne, a co do kursu przewodnickiego ,to jego długość trwania jest wystarczająca na ogólne zapoznanie się z terenem i tematyką, ja sobie nie wyobrażam,żeby ktoś zaraz po ukończeniu kursu zabierał sie do prowadzenia wycieczek, oprócz zakończenia kursu i zdania tego chorego 3 dniowego egzaminu, to trzeba samemu rozpocząć "własne studia" nad całą masą tematów,bo nie ma co się oszukiwać, na kursie to można liznąć wszystkiego

ale jeszcze bardziej idące ograniczenia terenu, po to by na danym terenie przewodnik był w stanie powiedzieć wszystko o wszystkim,a nie tylko ogólniki.
Ad.1 Z tym bywa różnie. W tym roku, zaraz po zdanym egzaminie dołączyła do nas przewodniczka. Pierwsza grupa i okazało się, że dziewczyna jest rewelacyjna. Tu chodzi też o relacje międzyludzkie. Kasia schodziła z gór otoczona dzieciakami. Potem przez przypadek wsiadłam do jej autokaru. Prowadziła pielgrzymkę. Muszę ze wstydem przyznać się poczułam w sercu przez moment iskierkę zazdrości, a potem ogarnęła mnie radość. Była naprawdę dobra "przy mikrofonie". Niestety, raczej nie zostanie zawodowcem. Znalazłam jej pracę na zimę na recepcji. Po dwóch tygodniach awansowała i zajmuje się promocją w Arłamowie. Inna koleżanka z tego forum (cii przewodnik) okazała się dobra na szlaku. Nie ma takiej grupy, której nie poprowadzi w górach. Ten przewodnik, który zgubił grupę był kilkanaście lat po egzaminie. Nie można generalizować. Mimo wszystko sądzę, że powinne być praktyki przewodnickie. Ja uczyłam się od kolegów już jako zawodowiec. Wsiadałam do ich autokaru i powoli nabierałam doświadczenia. Mimo tego, że miałam na swoim koncie coś z 50 oprowadzonych wycieczek.

Ad.2 Dzięki wreszcie jakiś przewodnik ze mną się zgodził jezeli chodzi o ograniczenie TU.