Hmmm... Nawet nie bardzo wiem jak się odnieść. Zależy jak rozumieć wyczyn. Ja osobiście uważam, że wycieczka turystyczna przekształca się w wyczyn w momencie, kiedy to wszystko przestaje się podobać. "Mam dość, już nie mogę, ale przełamuję się i idę dalej" - udowadniam wyższość umysłu nad ciałem i kiedy ciało mówi "nie", ja mówię "tak", żeby przekonać się, że prawdziwe możliwości ciała leżą daleko dalej, niż mogłoby się zdawać. Oczywiście trzeba znać umiar, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Umieć ustawić trasę tak, żeby była już wyczynem, a nie powodowała większego uszczerbku na zdrowiu (piszę "większego", bo obtarć czy odcisków trudno uniknąć). W tym celu właśnie pytam się ludzi doświadczonych, czy przejście takiej trasy jest w ogóle możliwe i bezpieczne.
Co prawda to rozumienie wyczynu chyba jest trochę wypaczone przez moje doświadczenia, bo wielu rzeczy, które zrobiłam (i są przez innych traktowane jako wyczyn) sama za wielki wyczyn nie uważam i wcale nie podniosły mojej wiary we własne siły. Dlatego uważam, że potrzeba mi zrobić coś naprawdę wielkiego, żeby wreszcie samą siebie docenić... Inna sprawa, że będę musiała się zwyczajnie wyżyć po maturze i rozładować wielkie pokłady stresu nagromadzone przez całe liceum.
Co do trasy, to wezmę Wasze propozycje pod uwagę. Koleżanka, z którą mam robić ten wyczyn już otworzyła próbę i zaakceptowali to 100km w 3 dni. Moja będzie wyglądała identycznie, więc się nie martwię i niedługo otworzę.
Pozdrawiam!


Odpowiedz z cytatem