A w Czarnej Gmina organizuje festyn "Lato w Czarnej" gdzie występuje "znany z list przebojów " zespół i takich festynów jest mnóstwo .Dla kogo :dla piwa,dla organizatorów czy dla turystów nie wiem . Akurat pracuję w branży w której jest czas dłużej pogadać z ludźmi więc wiem ,że ludzie narzekają na brak oferty kulturalnej . Praktycznie poza Aniołami nie ma dużych imprez . W innych regionach latem praktycznie co tydzień są imprezy z gwiazdami . Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie czy chcemy żyć w skansenie i na tym zarabiać czy starać się budować ofertę w inny sposób. Dlaczego np nie lamsować Czarnej jako bieszczadzkiego Kazimierza Dolnego mieszka w okolicy wielu artystów różnorodnych mających swoje pracownie, mających coś do powiedzenia lub opowiedzenia. Dlaczego ludziom z zachodu nie zaproponować usługi pisania ikon z poświęceniem ich w cerkwi. Dla nich to coś niebywałego.
Dlaczego nie zorganizować szkolen dla nauczycieli ,którzy przecież zawsze sie dokształcają , w oparciu o Bieszczadzkie Centrum Certyfikacji Produktu Lokalnego. Powiem tak : Jeżeli ja mogę zbierać indywidualne oferty dotyczące organizowania kursów i warsztatów nie istniejąc z tą ofertą w internecie to znaczy ,że taka oferta jest do sprzedania grupie. Nie wiem gdzie jest problem ? Czy problemem jest cena? może ale jeżeli rocznie mam ok 1000 osób indywidualnie w cenie wyższej niż dla grup to chyba nie do końca to cena . Czas? może jeżeli grupa przyjeżdża na weekend to nie ma czasu na warsztaty. Może trzeba ofertę opracowywać wspólnie czyli usługodawca i pośrednik. Dla mnie Bieszczady to zawsze jest i była kraina ciekawych ludzi :artystów ,poetów , niepokornych itp. Dlaczego solina nie podpiera sie Jasienicą przecież w solinie napisał jedną z ważniejszych książek historycznych. Zauważcie ,że w innych rejonach Polski nawet jak urodził się tam jakiś "Stasek" który coś zrobił dla lokalnej społeczności to przynajmniej ma tablicę pamiątkową . Gdzie Fredro, Pol, Dobrzański i inni. Problemem jest to ,że nie ma w Bieszczadach rdzennej ludności więc brak ciągłości kulturowej. Nie zmieni tego zauroczenie wielokulurowością przedwojenną.
Ale skąd mamy czerpać?