Podczas naszego wędrowania po Świdowcu musieliśmy bardzo uważać, żeby nie wpaść pod koła samochodów terenowych (luksusowych!), odkrytych ciężarówek z siedzącymi "na pace" turystami a szczególnie motocross-owców wjeżdżających na Stoch, Tatulską czy Kotel. Głównym celem zmotoryzowanych jest mile dla oka (ale nie dla pobytu) jeziorko pod Todiaską bądź "objazdowa" wycieczka na trasie Drahobrat-"oziero"-Ungariaska-Tempa-Krasna. Spotkanie na szlaku "plecakowców" jest rzadkie (chyba, że są to Polacy, Słowacy lub Czesi); częstsze z "górskimi kolarzami".
Powrót tam, podobnie jak pisał Derty, zawsze będzie cudownym marzeniem: falujące wiatrem trawy "morza" połonin, latem przezielone nieskończone przestrzenie i przyjaźni, życzliwi i gościnni ludzie... A gdy ktoś zapragnie prawdziwej dzikości, zawszeć może podnieść się w Gorgany... To zaledwie 2-3dni wędrowania na północ lub północny-wschód...