- Jakaś górka by się przydała, na rozgrzewkę - rzecze Ciepły
- przecież za późno na połoniny, Lutka nie obskoczymy .
- może Rzepedka ?
- nie, tam byłem tydzień temu.
- no to proponuję Hłystejkę , co ?
- a gdzie to jest ?
- niedaleko, taki krótki spacerek, biorąc pod uwagę że dochodzi 15-sta i mamy listopad, damy radę.
Parkujemy samochód pośród krzaków i zakładamy buty.
.
hm11_0590.jpg
.
Dobra, trzeba się jakoś zaaklimatyzować.
- Weź latarkę
- Po co , przecież to blisko.
No tak, blisko.
Hłystejka - nazwa istniejąca tylko na niektórych mapach, jest szczycikiem zamykającym zachodni grzbiet Magurycznego.
Prosty temat. Nie bierzemy mapy, nie bierzemy latarki, damy radę na taki spacerek.
Droga prowadzi w górę potoku Liszna.
Tegoroczna jesień nas rozpieszcza, zamiast typowego bieszczadzkiego błotka mamy wyschnięte zrywkowe drogi, które wspinają się metrami na grań.
Gdy już ją osiągamy okazuje się że słońce osłabiło swoją moc.
Lekki mrozik złapał otoczenie i pomalował kilka ściętych metrówek.
hm11_0598.jpg
Jest już ciemno, ale złapaliśmy grań i droga powrotna przez Szybenicę powinna być prosta, tym bardziej że przemierzałem ją już kilka razy.
Łagodnie spadamy w dół wypatrując krzyżówek ścieżek.
Ale ich nie ma. Odpadamy w dół i w dół, aż drogę zagradza siatka leśników.
O kurna, chyba spadliśmy za bardzo, no to nic , wykręcamy trawersując po ciemku.
Telefon w kieszeni się dobija, to Pierogowy
- gdzie jesteście ?
- gdzieś w lesie, ale jest ciemno i kurcze nie wiemy dokładnie gdzie.
- ale ja wiozę żurek śląski - zachęca Pierogowy
- dobra , dobra, tylko my nie wiemy kiedy wyjdziemy z tego cholernego lasu.
Nic to , łapiemy po omacku scieżkę która łagodnymi zakrętami wspina się lekko w górę.
- co to za światła tam prześwitują - pyta Ciepły
- to chyba Rzepedź, - odpowiadam
- ty popatrz, takie drzewinka już były ?!!!
hm11_0598.jpg

Ty , przecież myśmy już tu byli, tylko teraz idziemy w drugą stronę !!!
Ja pierdziu !
Kierunki nam się popiepszyły o 180 stopni.
Po kiego diabła to wszystko ?