Pozdrav
Czy któryś z Was był szczepiony przeciwko wściekliźnie?, miał kontakt z chorym zwierzęciem? Wypadki zachorowań ludzi nadal się spotyka. Całkiem niedawno zmarła kolejna osoba. To choroba nieuleczalna. Przed masowym szczepieniem dzikich zwierząt były takie wypadki: zaszczepiono 60 dzieci, które głaskały sarenkę, bo nie uciekała. Taka miła. Teraz to mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. I dlatego szczepi się dzikie zwierzęta. Mamy stale z nimi kontakt. My turyści, pracownicy lasów, rolnicy, ludzie przypadkowi (ostatni śmiertelny przypadek), naukowcy np. badający nietoperze.
Oczywiście szczepienia na masową skalę spowodowały wzrost populacji lisa. Ale w naszych lasach już nic nie jest naturalne jak w puszczy pierwotnej. I nie będzie. Z trudem zachowujemy resztki "natury", ale nie, gdy nam zagraża. Naszemu życiu, życiu naszych dzieci.
Pozdrawiam
Długi
Długi,to troszkę demagogia.A byłeś chory na bąblowicę? Rocznie umiera kilkanaście osób a żywicielem pośrednim są lisy...
Pozdrav
To nie jest demagogia. Starałem się zaprotestować przeciwko zmniejszeniu populacji lisów za pomocą wścieklizny. Choroby odzwierzęce są problemem. Bąblowica nie jest jedyną, a lis nie jest jedynym nosicielem chorób odzwierzęcych. Lisów ( i nie tylko, ludzi też) jest zbyt dużo. Różne padły tu propozycje zmniejszenia liczebności. U ludzi antykoncepcja hormonalna działa dość skutecznie. U lisów? Nie wiem. Ale myślę, że powrót do wścieklizny nie jest dobrym rozwiązaniem. Ospa i cholera też kiedyś załatwiały problem przeludnienia.
Długi
No dobra.Ale oprócz wilka i myśliwego jedynym znanym regulatorem pogłowia lisów jest jednak wścieklizna. A bąblowica z powodu długiej inkubacji problemem dopiero będzie.
Pozdrav
Prawdę powiedziawszy zastanawia mnie ten bąblowiec. Bardzo dużo gości obawia się go. Uwielbiam zjadać w czasie "przewodniczenia'' leśne owoce, w tym czarne jagody. Oczywoście nie myte. Zawsze znajdzie się osoba w grupie, która zróci mi uwagę, że moge zarazić się bąblowcem. Prawda to czy fałsz?
Niestety prawda. To jedna z dróg zakażenia. Bodaj najczęstsza. To niebezpieczeństwo jeszcze nam nie spowszedniało. Podobnie ptasia grypa i borelioza. Śmierć i choroby czyhają na nas na każdym kroku. Tysiące giną od różnych chorób (np powikłania pogrypowe) i to nam spowszedniało. Bo umrzeć na zapalenie wsierdzia po banalnym przeziębieniu... No ale kleszcz to dopiero sensacja. O bąblownicy - NAZWA - nie wspominając. Ilość zachorowań na poszczególne choroby odzwierzęce oczywiście wzrasta wraz ze wzrostem populacji nosicieli - czysty rachunek prawdopodobieństwa. Ale jest drugi czynnik na to się nakładający: diagnostyka. Wraz ze wzrostem poziomu diagnostyki wzrasta liczba wykrywanych rzadkich chorób. Do tego dochodzi często lobby farmaceutyczne, straszące chorobą i dające natychmiast cudowny lek. Reasumując: nie dajmy się zwariować, ale jagody lepiej jeść myte.
Długi
Zające pojawiły się też na zarastających łąkach pewnej wsi, do kórej jeżdzę w okolicach Brzostku ( Podkarpackie). Wcześniej ich tam nie widywałem. Teraz owszem.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)