Czy któryś z Was był szczepiony przeciwko wściekliźnie?, miał kontakt z chorym zwierzęciem? Wypadki zachorowań ludzi nadal się spotyka. Całkiem niedawno zmarła kolejna osoba. To choroba nieuleczalna. Przed masowym szczepieniem dzikich zwierząt były takie wypadki: zaszczepiono 60 dzieci, które głaskały sarenkę, bo nie uciekała. Taka miła. Teraz to mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. I dlatego szczepi się dzikie zwierzęta. Mamy stale z nimi kontakt. My turyści, pracownicy lasów, rolnicy, ludzie przypadkowi (ostatni śmiertelny przypadek), naukowcy np. badający nietoperze.
Oczywiście szczepienia na masową skalę spowodowały wzrost populacji lisa. Ale w naszych lasach już nic nie jest naturalne jak w puszczy pierwotnej. I nie będzie. Z trudem zachowujemy resztki "natury", ale nie, gdy nam zagraża. Naszemu życiu, życiu naszych dzieci.
Pozdrawiam
Długi